wtorek, 11 grudnia 2012

Leczenie stwardnienia rozsianego - część I

W ciągu ostatniego roku przeszedłem 3 zabiegi CCSVI. Przetestowałem na sobie kilka leków, które wydawały mi się sensowne w świetle mojego poglądu na SM (część spełniła moje wymagania w bardzo dużym stopniu). Myślę, że mam dość danych, aby wskazać sposób leczenia osób ze średnim stopniem nasilenia SM (taki jak mój po 15 latach choroby).
1. Poprawiamy anatomię, czyli zabieg CCSVI
Jednym z warunków rozwoju SM jest wg mnie (i nie tylko mnie) problem z kanalizacją krwi żylnej z mózgu. Krew odpływa w sposób nieprawidłowy - jednymi żyłami (zwykle szyjnymi wewnętrznymi) zbyt wolno (albo wcale), innymi za szybko (zwykle kręgowymi). Może to wynikać albo z występowania patologicznych przeszkód (zwężeń, źle działających zastawek, zamykania żył w niektórych pozycjach) albo zbyt wąskich żył. Układ żylny to naczynia połączone i występuje między naczyniami zjawisko podkradania krwi.
Zabieg CCSVI powinien być podstawą leczenia SM, chociaż nie zawsze będzie skuteczny (np. przy zbyt cienkich żyłach niewiele da się zrobić). 
2. Poprawiamy anatomię, czyli chirurgia kręgosłupa szyjnego w górnym odcinku.
Wszyscy chorzy mają zaburzony odpływ płynu mózgowo-rdzeniowego. Można stąd wysnuć wniosek, że to zaburzenie jest drugim koniecznym warunkiem rozwoju SM. Wodogłowie normotensyjne (czyli czasowy wzrost ciśnienia wewnątrzczaszkowego wskutek utrudnionego odpływu płynu mr) można wyleczyć jedną z dwóch dróg. Układ zastawkowy odprowadzający nadwyżkę płynu do innych niż czaszka części ciała lub operacja usuwająca przeszkody kostne w kręgach szyjnych. Na dzisiaj nikt tego nie robi, ale jak sądzę w przeciągu kilku lat to się zmieni. Na razie alternatywą jest zmniejszanie ciśnienia płynu mr lekami (o tym w dalszej części).
3. Poszerzamy żyły lekami. 
Grupa leków naczyniowych jest wg mnie kluczowa dla leczenia SM. Zresztą jedyne dwa przypadki badań medycznych zmniejszające ilość ognisk w mózgach z SM to leki naczyniowe. Leki podane niżej mają działanie wielokierunkowe (następuje korzystny zbieg efektów leczniczych). Mogą też być stosowane łącznie (oczywiście konsultacja z lekarzem - polecam kardiologów - jest decycująca).
3.1. Leki zmniejszające skurcz naczyń krwionośnych
- inhibitory konwertazy angiotensyny - ja przyjmuję od pół roku Apo-perindox (dzięki temu nie pamiętam co to znaczy utykać na prawą nogę). Lek ten blokując cykl aldosteron-angiotensyna-renina dosyć skutecznie utrzymuje żyły w stanie poszerzonym. Wpływa też na zmniejszenie produkcji anionorodnika tlenowego i tlenku azotu przez śródbłonek naczyniowy. Poza tym utrzymuje objętość łożyska naczyniowego w czaszce na mniej więcej tym samym poziomie, co zapobiega gwałtownym wzrostom ciśnienia płynu mózgowo-rdzeniowego. Przy stosowaniu tej grupy leków trzeba kontrolować poziom potasu (zmniejsza wydalanie).
- antagoniści receptora angiotensyny AT1 - ich stosowanie razem z ww. lekami ika powoduje tzw. podwójną blokadę cyklu AAR i jeszcze skuteczniejszą ochronę przed skurczem naczyń. Na razie nie testowałem na sobie.
- blokery kanału wapniowego - wpływają na mięśnie naczyń uniemożliwiając ich skurcz. Przykładem jest Nimotop s. Pojawiły się w internecie doniesienia chorych na SM o dobrych efektach stosowania tego leku. Ja na razie nie próbowałem. Nie wolno przy tych lekach pić soku z grejfruta.
Leki poszerzające naczynia poprawiają w oczywisty sposób ukrwienie mózgu.
3.2. Leki antymiażdżycowe - poprawiające stan śródbłonka naczyniowego. 
Zmniejszają produkcję wolnych rodników, zwiększają produkcję tlenku azotu, działają przeciwzapalnie blokując markery stanu zapalnego.
- statyny - od kilku tygodni testuję na sobie z powodzeniem atorwastatynę, która wydaje się być optymalnym wyborem. Małe dawki (10 mg/dobę), stosunkowo mało efektów ubocznych. Doświadczenia nad SM obejmowały symwastatynę w dużych dawkach (80mg/dobę). Niestety statyny blokują produkcję cholesterolu, a przy okazji koenzym Q10 (mają podobne szlaki metaboliczne). Poziom cholesterolu trzeba kontrolować (nie może być zbyt mały!), natomiast koenzym Q10 uzupełniać tabletkami (ok.200 mg/dzień).
- cyklonamine - lek poprawiający kondycję śródbłonka naczyniowego (przepuszczalność śródbłonka tworzącego barierę krew-mózg). Stosuję od pól roku z powodzeniem. Po rozpoczęciu stosowania Apo-perindoxu zaczęła mi puchnąć niegdyś kontuzjowana prawa stopa. Po cyclonamine wróciła do formy.
Na dzisiaj wystarczy. Ewentualne kuracje zależą od decyzji Waszego lekarza. Nie polecam neurologów. Tkwią mentalnie w XIX wieku. Zresztą i tak nie mają prawa przepisywać leków naczyniowych.


czwartek, 6 grudnia 2012

SM, a szerokość geograficzna

Od kiedy zająłem się kwestiami związanymi z krążeniem płynu mózgowo-rdzeniowego u chorych na stwardnienie rozsiane, nasunęło mi się kilka dodatkowych hipotez na temat rozwoju tej choroby.   Bardzo ważnym kolejnym klockiem SM-owego domina wydaje mi się ciśnienie wewnątrzczaszkowe. Zawsze czułem, że zmiany ciśnienia atmosferycznego, czy zmiany ciśnienia krwi w moim organizmie wywierały znaczący wpływ na mój stan. Testuję od pół roku różne leki na sobie, w tym te wyrównujące ciśnienie krwi. Mam o ich wpływie na SM jak najlepsze zdanie. O lekach później; teraz zajmijmy się nierozwiązaną zagadką. Dlaczego dzieci wywiezione w ciepłe strony do okresu dojrzewania mają nikłe szanse na zachorowanie, a dzieci wywiezione z ciepłych krajów w tym okresie w umiarkowane szerokości geograficzne nabywają szanse złapania SM na równi z innymi mieszkającymi tam od zawsze? Do tej pory jedynym sensownym wytłumaczeniem tej tezy wydawał mi się wpływ witaminy D (syntetyzowanej przez skórę pod wpływem słońca) na organizm w trakcie skoku pokwitaniowego (i budowę żył). Teraz sądzę, że równie ważnym czynnikiem może być istnienie stałych układów ciśnień powietrza w strefie międzyzwrotnikowej. Stałe niskie ciśnienie w strefie równikowej i stałe wysokie w strefie zwrotników. Lokalne zmiany ciśnienia powietrza są niewielkie. Taka pogoda jest spowodowana wpływem stałych wiatrów - passatów i antypassatów. Nie ma większego znaczenia, czy ciśnienie jest wysokie, czy niskie (chociaż ja wybrałbym raczej niż równikowy). Ważne, że się nie zmienia.Organizm nie musi dostosowywać się do nagłych zmian, jak w strefie umiarkowanej. Najwyższe natężenie SM występuje na Szetlandach, gdzie ciśnienie zmienia się nieustannie. Przepływ płynu mózgowo-rdzeniowego między czaszką, a kanałem kręgowym jest u chorych na SM jest utrudniony. Wskutek tego względnie dużo czasu zajmuje dostosowanie ciśnienia wewnątrz czaszki do prawidłowej wartości. W medycynie znana jest, już wspomniana przeze mnie wcześniej, choroba - wodogłowie normotensyjne (tzn. czasowy wzrost ciśnienia płynu mózgowo-rdzeniowego wewnątrz czaszki). Podobny efekt jak widać, zachodzi u SM-owców. Można łatwo zgadnąć, że groźny może być tylko wzrost ciśnienia. Wyższe ciśnienie w czaszce chorego powoduje problemy z odpływem żylnym (jak mówi mój przyjaciel kardiolog, żyła wygląda jak papierowy flak) wywoływanym ciśnieniem działającym na ściankę żylną. Refluks żylny i niedotlenienie spowodowane zbyt wolnym (i skokowym) przepływem krwi (plus pobudzony i osłabiony śródbłonek żylny, przerwana bariera krew-mózg) to prawdopodobne efekty takiego stanu rzeczy. Pewne znaczenie ma najprawdopodobniej ciśnienie wywierane na mózg. 
Nie wiem jeszcze, dlaczego prawdopodobny efekt zmian ciśnienia determinowałby los potencjalnie chorego tylko w okresie młodzieńczego pokwitania. Być może zmiany ciśnienia wewnątrzczaszkowego powodują w tym okresie jakieś szczególne zmiany, niewystępujące w późniejszym okresie życia? Być może determinują nieprawidłową budowę połączenia czaszki z  kręgosłupem. Spróbuję coś ustalić w tej kwestii.
Co z tego wynika dla chorych? Przede wszystkim wysoki (jeśli nawet nie podstawowy) udział czynnika anatomicznego w chorobie. Z anatomią można walczyć. Zabieg CCSVI powinien być w leczeniu normą. Stawiam dolary przeciwko orzechom, że za jakieś 15 lat operacje górnego odcinka kręgosłupa (połączenie z czaszką, miejsce prawdopodobnej blokady przepływu płynu mózgowo-rdzeniowego) będą standardem w leczeniu SM. Wszystkim chorym proponuję przypomnieć sobie zabawy w dzieciństwie zakończone urazem potylicy. Być może ta zabawa zdeterminowała nasze życie.

środa, 5 grudnia 2012

Wyleczyć stwardnienie rozsiane

Nurtuje mnie dłuższego czasu pytanie - co należy uznać za symptom wyleczenia z tej paskudnej choroby? Czy powinna to być znaczna poprawa stanu chorego (sprawności fizycznej, zmęczenia, problemów z równowagą, mową czy pęcherzem), czy też zmniejszenie ilości zmian zapalnych w mózgu (czy może zatrzymanie powstawania nowych ognisk). Wszystkim zainteresowanym (w tym neurologom) wydaje się, że oba te efekty w oczywisty sposób powinny współgrać. Moim zdaniem jest to sąd błędny.
Wiadomo wszystkim, że stopień niepełnosprawności (czy innych dolegliwości) w SM nie jest specjalnie zależny od liczby ognisk zapalnych w mózgu. Zdarzają się osoby z kilkunastoma ogniskami i bardzo mocnymi objawami choroby (wysoka niepełnosprawność), u innych (np. u mnie) pomimo przekroczonej setki ognisk cięższych objawów prawie brak.
Praktycznie wszystkie problemy neurologiczne chorych na SM mają pochodzenie móżdżkowe, tzn. wynikają z nieprawidłowej pracy tej, niewielkiej w stosunku do całości, części mózgu. Stąd prosty wniosek, że inne ogniska w SM nie dają żadnych objawów, czyli nie mają większego znaczenia. Jest to dosyć dziwne, ponieważ pozostałe części mózgu są "dosyć" ważne. Dlaczego ich niszczenie miałoby nie mieć żadnych skutków, a ogniska w móżdżku powodowałyby rozwój SM? 
Czy nie jest tak, że ogniska zapalne w SM, są nieistotne dla rozwoju choroby i są tylko jej mało istotnym obrazem (do tego niezbyt wiernie obrazującym rzeczywiste procesy chorobowe)? Mam wrażenie (w zasadzie pewność), że neurologia dzisiejsza walczy z wiatrakami (albo raczej fatamorganą). Wypowiedziała wojnę Bogu ducha winnemu układowi odpornościowemu, kiereszując organizmy chorych na SM i tak wystawionych przez los na ciężką, życiową próbę. Dowodem na stawianą przeze mnie tezę jest brak jakichkolwiek pozytywnych efektów dosłownie wszystkich, skierowanych na modulację układu immunologicznego, leków na SM. Ponieważ SM jest "trudnomierzalny" udowodnić w niej można wszystko. Na przykład "poprawę pokonywanego swobodnie dystansu o 17%". Wypicie jednego piwa wydłużało (w czasach gdy miałem z tym jeszcze problemy, tzn. z chodzeniem nie z piciem :-)) dystans mojego swobodnego dystansu tak na oko trzykrotnie (300%!), ale do głowy mi nie przyszło opatentowanie piwa jako leku na SM i sprzedwanie go za 8000 zł/miesiąc!
Tyle tytułem wstępu do proponowanych terapii walki z tą paskudną, choć chyba trochę przereklamowaną, chorobą. O tym jednak w kolejnych odcinkach.




wtorek, 20 listopada 2012

Płyn mózgowo-rdzeniowy a stwardnienie rozsiane

Zacząłem badać kwestię krążenia płynu mózgowo-rdzeniowego u osób z SM. Z badań (chyba kanadyjskich badaczy) wynika, że każdy bez wyjątku chory ma upośledzone krążenie ww.. Trafiłem na ciekawą stronę www.upright-health.com zajmującą się problemami z naszym zdrowiem, jakie stworzyła ewolucja. Problemem tym było przyjęcie przez naszych przodków postawy wyprostowanej, a w zasadzie dwunożnej. Zmieniły się warunki krążenia płynów (krwi i płynu mózgowo-rdzeniowego) w naszych głowach. Anatomia połączeń czaszka-kręgosłup nie dostosowała się wystarczająco.  Postawa wyprostowana powoduje konieczne zwiększenie dostawy krwi do mózgu (konieczne jest wyższe ciśnienie w związku z wysokością tłoczenia). Cała ta zwiększona dostawa krwi musi być dobrze skanalizowana, czyli zdrenowana przez żyły mózgowe i odprowadzona na zewnątrz (poza obręb czaszki i szyi). Autor strony zwraca uwagę, że nie spotkano się ze zmianą demielinizacyjną typu SM poniżej linii ramion (czyli dołu szyi). Jedynym logicznym wytłumaczeniem jest blokowanie odpływu krwi na poziomie szyi lub wyżej.
Kluczowym czynnikiem chorób demielinizacyjnych wg autora strony jest nieprawidłowy przepływ płynów przez elementy łączące czaszkę i kręgosłup. Znajdują się tam tętnice kręgowe i żyły kręgowe (obsługują móżdżek i podwzgórze kluczowe dla objawów SM - chód, pęcherz, równowaga, a także kierują impulsami oddechowymi dla mózgu).  Poza tym przepływa tam dość swobodnie(tzn. powinien przepływać) płyn mózgowo-rdzeniowy z mózgu do kanału rdzeniowego. W trakcie bicia serca i wzrostu ciśnienia krwi powodującego rozszerzenie naczyń w mózgu, płyn mr powinien wypływać na moment do tego kanału, aby nie rosło ciśnienie wewnątrz czaszki. Niestety w przypadku SM, Alzheimera i Parkinsona nie przepływa dość swobodnie. Może to wynikać z uszkodzeń mechanicznych połaczenia głowy-szyi (np. wypadki samochodowe), starczych lub wrodzonych. Jak ktoś chce poczytać to podobny problem występuje w malformacji Chiari. Proponuję też. poczytać o wodogłowiu normotensyjnym http://nasze-choroby.pl/?act=statki&arty=783&opt=czytaj&id=1920.
Wzrost ciśnienia w mózgu spowodowany upośledzonym odpływem płynu mr jest przez autora podejrzewany o rozwój Parkinsona (płyn mr gromadzi się w zatokach okołokomorowych i uciska istotę czarną kluczową dla Parkinsona), Zresztą poczytajcie sami.

czwartek, 8 listopada 2012

Statyny na nowotwory


Jak widać z treści podlinkowanej pracy naukowej statyny mają dosyć szerokie zastosowanie.
Właściwości przeciwnowotworowe statyn

Statyny na Parkinsona i Alzheimera

Poczytajcie sami.
http://www.charaktery.eu/wiesci-psychologiczne/2081/Statynami-w-Parkinsona/
http://www.rp.pl/artykul/854480.html
Naczynia krwionośne i ich forma są kluczem do większości chorób. Statyny bierze na świecie ponad 100 mln ludzi. Poza problemami stawowo-mięśniowymi są prawie całkowicie bezpieczne (istnieje pewne ryzyko cukrzycy typu 2).  Kluczowe jest możliwie wczesne rozpoczęcie kuracji. Wynika to z faktu, że Parkinson daje pierwsze (i to słabe) objawy w momencie, kiedy ponad 80% komórek mózgowych istoty czarnej jest zniszczona. Podobnie w Alzheimerze odbudować zniszczeń się nie da. Można to wszystko jak widać zatrzymać.

wtorek, 6 listopada 2012

Statyny (n-) a stwardnienie rozsiane

Nigdy nie spodziewałem się, że kiedyś napiszę coś dobrego o statynach. Ta grupa leków jest uznawana (moim zdaniem słusznie) za największe oszustwo farmacji. Generalnie bierze się je dożywotnio w celu obniżenia poziomu cholesterolu (co jest dosyć wątpliwe) w celu prewencji zawałom serca i miażdżycy. Mają one bardzo przykre skutki uboczne - powodują w około 25% przypadków problemy ze stawami i mięśniami (miopatie, czyli zanik). Statyny mają działanie plejotropowe, tzn. wielokierunkowe. Działają hamująco na szereg markerów stanu zapalnego - m.in. białko C-reaktywne, cytokiny, cyklooksygenazę 2. Poprawiają tym samym funkcję śródbłonka naczyniowego, aktywują syntazę tlenku azotu, hamują działanie makrofagów i hamują proliferację (namnażanie) miocytów gładkich (komórek mięśni).
W 2003 roku grupa badaczy amerykańskich pod przewodnictwem Timothy Vollmera (o dziwo neurologa - Barrow Neurological Institute w Phoenix) przeprowadziła badanie, sponsorowane przez Merck Inc. (jeszcze większe o dziwo), polegające na badaniu wpływu leku Zocor (statyna produkowana przez Merck) na chorych ze stwardnieniem rozsianym. Poprzedziły je badania na myszach z odpowiednikiem ludzkiego SM, dające szokujące wyniki. Kuracja statynami cofała znaczną część zmian w mysich mózgach i cofała paraliż wywoływany przez chorobę. 
Dwudziestu ośmiu chorych na stwardnienie rozsiane w wieku 18-55 lat poddano kuracji Zocorem (80mg/dobę). Po sześciu miesiącach obraz MRI (rezonans) pokazał redukcję ognisk zapalnych o 43% (!!!). Ponadto po kuracji ilość rzutów występujących w ciągu roku u chorych obniżyła się o jedną czwartą. 
Oczywiście neurolog wierzy tylko w neurologię i prof. Vollmer wyciągnął z badania wniosek, że statyny w jakiś cudowny, nieznany sposób hamują aktywność układu immunologicznego. Badanie to nie spełniało zasad metodologii badań naukowych (za mała grupa, brak podwójnie ślepej próby) i nie należy spodziewać się, że jakiś koncern wyłoży pieniądze na pełne badanie naukowe (statyny są wielokrotnie tańsze od interferonów, copaxonów i innych wynalazków).
Prostszym wytłumaczeniem (za prostym jak widać dla neurologii) jest prawdopodobne wyjaśnienie naczyniowe. Popularny lek na miażdżycę poprawia kondycję naczyń i śródbłonka, dodatkowo redukując aktywność makrofagów i zwłóknień naczyniowej tkanki mięśniowej. Do tego zapobiega rozwojowi stanów zapalnych w naczyniach i wokół nich.
Jestem zszokowany. Wkrótce powtórzę badanie na sobie. Rezonans, 4 miesiący Zocora , rezonans. Wyniki opublikuję.