poniedziałek, 30 grudnia 2013

multiplexsclerosis@wp.pl

Powyżej mój adres mailowy. Sądziłem, że jak ja go widzę w górnym prawym rogu bloga, to czytelnicy również. Widać, aż tak pojętny nie jestem :-).

niedziela, 29 grudnia 2013

Kwas palmitynowy, dekstran, stwardnienie rozsiane i chińczycy

Poprzedni post wskazywał jako jeden z potencjalnych mechanizmów w SM ścieżkę przemian kwasu palmitynowego. Brak biotyny lub niedostateczna wydajność acetylo-CoA-karboksylazy (ACC) powodować może zwiększenie przemian energetycznych w komórce kosztem przemian kwasów tłuszczowych (szlak malonylo-CoA). Prawdopodobnym efektem jest nadmierne pobudzenie cyklu Krebsa w mitochondriach komórkowych i zwiększone zapotrzebowanie komórki na tlen oraz nieprawidłowości w przemianach kwasów tłuszczowych. Mechanizmem ograniczającym skutki niedotlenienia jest enzym PPAR-Gamma (PGC-1a) działający poprzez białka rozprzęgające. Wiadomo z badań, że mechanizm ten jest u chorych na stwardnienie rozsiane niewydajny.
Mamy więc w organizmie chorego hipotetyczną sytuację, w której rośnie zapotrzebowanie na tlen przy jednoczesnym braku mechanizmu ochrony przed niedotlenieniem. Dochodzi do tego zwężenie naczyń krwionośnych w mózgu wskutek nadwyżki wydzielania endoteliny (znane z badań) przez śródbłonek (przyczyna nieznana). 
W poprzednim wpisie bloga wspomniałem o badaniu na szczurach karmionych węglowodanami i kwasem palmitynowym (80% + 20%). Wskutek takiej diety wykazywały one niewłaściwe wydzielanie insuliny oraz zaburzenia w sygnalizacji innego hormonu - leptyny. W innym badaniu wykazano u chorych na SM nadmiernie wysoki szczyt zawartości glukozy we krwi w czasie 20 minut po posiłku, a po kolejnych 20 minutach równie gwałtowny spadek glukozy poniżej poziomu wyjściowego (w porównaniu z grupą kontrolną). Wskazuje to na prawdopodobny nieprawidłowy przebieg procesu wydzielania insuliny i glukagonu w SM po posiłku (podobne efekty wykazano po lekkim treningu fizycznym).
Kolejne badanie wykazało w organizmach osób z SM nadmiernie wysoki poziom prozapalnego białka - lipokaliny-2 odpowiadającej za patologiczną aktywację astrocytów w mózgu i pobudzenie ścieżki kinazy ROCK (nadaktywność ROCK jest typowa dla SM). Do tej sprawy wrócę jeszcze w kolejnych postach.
W innym badaniu pokazano prawdopodobne antidotum na opisane wyżej problemy. Badano wpływ diety opartej na dzikim ryżu (http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/23434909)  na insulino-oporność u szczurów (lekka insulino-oporność jest typowa też dla SM). Dziki ryż jest stosowany w medycynie chińskiej w leczeniu cukrzycy typu 2. Kilka grup szczurów karmiono wysokotłuszczowymi i wysokowęglowodanowymi dietami, po których doszło do wzrostu triglicerydów, cholesterolu, lipokaliny-2. Grupa z dietą opartą na dzikim ryżu, pomimo dostaw dużych ilości tłuszczów wykazała dużo niższy poziom triglicerydów, cholesterolu, lipokaliny-2. Ponadto wzrosła czułość receptorów PPAR-Gamma i PPAR-Alfa (tym samym ochrona tkanek przed niedotlenieniem) i spadła ekspresja leptyny (leptyna powoduje, że nie odczuwacie głodu).
Zastanawiałem się, co może powodować te nadzwyczajne właściwości dzikiego ryżu (Zizania aquatica). Wytypowałem wpływ barwnika - amylozy. Amyloza jest barwnikiem typowym dla tej rośliny. Jest polisacharydem korzystnie wpływającym na naczynia krwionośne, podobnie jak stosowany w medycynie dekstran (polisacharyd uzyskany ze śluzu bakterii). Czytelnicy, którzy podobnie jak ja przeszli zabieg CCSVI mieli prawdopodobnie podaną kroplówkę z dekstranem po zabiegu. Wskazałem dekstran jako potencjalną przyczynę nagłej poprawy objawów SM po zabiegu i być może się nie pomyliłem.
Proponuję włączyć dziki ryż do codziennego  menu. Najlepiej w formie risotto - podczas klasycznego gotowania w wodzie dochodzi do utraty potencjalnie drogocennego barwnika. Smacznego!

czwartek, 26 grudnia 2013

Napalm i stwardnienie rozsiane

Nie wiem jakie jajka lubicie jeść, ale ja każde - pod warunkiem, że ma płynne żółtko i całkowicie ścięte białko. Nie wiem czy macie tak jak ja uczulenie na płyn do mycia naczyń i niektóre kosmetyki. Być może tak jak ja macie trochę problemów dermatologicznych. Prawdopodobnie zjedzenie posiłku powoduje w Was całkowitą obniżkę energii i nadmierną senność przez pewien czas.
Sądzę, że istnieje pewien nieprawidłowo przebiegający proces w naszych organizmach powodujący wszystkie te właściwości. Prawdopodobnie ma też istotny związek z odbudową mieliny.
Kwas palmitynowy jest głównym składnikiem oleju palmowego. Występuje też w mleku, mięsie, wędlinach i serach. W końcu drugiej wojny światowej posłużył do stworzenia groźnej broni - napalmu.
W organizmie kwas palmitynowy jest prekursorem występujących w nim kwasów tłuszczowych. Jest głównym składnikiem mleka ludzkiego. Od kilkudziesięciu lat kwas palmitynowy i jego pochodne wykorzystywany jest jako dodatek do kosmetyków i środków myjących oraz jest masowo dodawany do przetworzonej żywności. Poza tym, głównym źródłem produkcji kwasu palmitynowego w organizmie jest nadwyżka węglowodanów.
Z jednej strony można więc stwierdzić, że pełni on bardzo istotną dla procesów życiowych rolę w naszych organizmach, z drugiej występuje w nich w nadmiarze. Szczury karmione przez dłuższy czas mieszanką 80% węglowodanów i 20% kwasu palmitynowego wykazały nieprawidłowe wydzielanie insuliny (zmiana w centralnym ośrodku nerwowym) oraz zaburzenia sygnałów wydzielania leptyny/insuliny (główne hormony sterujące przyjmowaniem pokarmów).
Kwas palmitynowy  wpływa też na hamowanie aktywności bardzo ważnego enzymu - acetylo-CoA -karboksylazy (ACC), który bierze aktywny udział w przemianie acetylo-CoA (ACA) na malonylo-CoA (MCA). MCA jest kluczowym enzymem sterującym stanem energetycznym pojedynczej komórki (pracą mitochondriów). Acetylo-CoA bierze udział w wewnątrzkomórkowym cyklu Krebsa - cyklu wytwarzającym energię niezbędną do życia komórki. Jest również surowcem do wytwarzania neuroprzekaźnika - acetylocholiny - będącej jedynym neuroprzekaźnikiem układu przywspółczulnego (być może pamiętacie, że defekt układu przywspółczulnego jest wprost powiązany z niesprawnością w SM).
Wracając do karboksylazy (ACC) - jest to enzym zależny od obecności biotyny w organizmie. Biotyna jest to witamina B7. Duże jej ilości obecne są w żółtku jaja (płynnym). W tym samym jajku występuje innym aminokwas zobojętniający działanie biotyny - awidyna. Na szczęście występuje w białku jaja i podczas ścinania podlega denaturacji i dezaktywacji (czyli powinniśmy jeść jajka z płynnym żółtkiem i ściętym białkiem). Aktywność ACC jest zależna od obecności insuliny i glutaminianu, a przeciwstawnie od noradrenaliny i glukagonu. Efektem jest regulacja energetycznej aktywności komórkowej zależnie od stanu odżywienia organizmu. Gdy ACC jest aktywny - następuje produkcja MCA powodująca powstawanie kwasów tłuszczowych; gdy ACC jest niektywne - następuje produkcja energii przez mitochondria w cyklu Krebsa (zużywająca duże ilości tlenu).
Niedobór biotyny jest dosyć rzadki (u zdrowych ludzi jest syntetyzowana w jelitach), ale czasem występuje. Niedobór biotyny powoduje u dorosłych brak koordynacji, stany zapalne skóry, przedwczesne łysienie i siwienie włosów, zaburzenia czynności układu odpornościowego i kilka innych dolegliwości.
Badanie greckich naukowców (http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/10577274) sprawdzających poziom biotyny u osób chorych na różne choroby neurologiczne wykazał znacząco obniżony poziom w jednej grupie - u osób chorych na stwardnienie rozsiane.
Wnioski dla przebiegu stwardnienia rozsianego omówię w niedalekiej przyszłości. Dzisiaj podam powód, dla którego powinniście mnie dalej czytać. Opis badania znalazłem dopiero po napisaniu posta. Kolejny raz mój przydługi nos mnie nie zawiódł ;).

środa, 25 grudnia 2013

Nie czekajcie na trzęsienie ziemi!

Zapytany, czy wierzy w Boga, znany fizyk (Einstein?) odparł: "Hipoteza o istnieniu Boga nie jest mi do niczego potrzebna". Chodziło mu zapewne o to, że zależności we Wszechświecie można doskonale opisać bez wstawiania do fizycznego modelu osoby Boga. 
Moja przyjaciółka, która złapała SM jakieś dwa lata temu zapytała mnie kiedyś, dlaczego odrzucam jako istotny wpływ układu immunologicznego na stwardnienie rozsiane. Problem w tym, że z zasady ja nie odrzucam niczego, tak jak z kolei niczego nie przyjmuję jako z góry przesądzonego założenia ("SM jest chorobą autoimmunologiczną"). Procesy zachodzące w organizmie chorego na SM dają się dość dobrze opisać i logicznie połączyć z innymi procesami bez angażowania w to układu odpornościowego. Hipoteza o awarii układu odpornościowego w organizmach chorych  jako sprawcy choroby jest dosyć trudna do wytłumaczenia w świetle przeprowadzonych setek badań nad SM. We wnioskach badaczy widać czasem rozpaczliwą próbę konstruowania hipotetycznego związku pomiędzy wynikami badań, a SM. Na szczęście, jak widzę, dotyczy to zdecydowanej mniejszości badaczy i jest coraz rzadsze.
Hipoteza o autoimmunologicznym rodowodzie stwardnienia rozsianego powstała jakieś 70 lat temu. Były to czasy kiedy do użytku weszły antybiotyki, a aparat rentgenowski wydawał się szczytem możliwych do osiągnięcia postępów w medycynie. Od tego czasu nastąpił niesamowicie szybki postęp badań medycznych, który przyspieszył wraz z rozwojem Internetu i łatwością dostępu do informacji. Zasoby wiedzy z dziedziny medycyny wzrosły niepomiernie. Neurologia została niestety tam gdzie była i nie zdołała przez dziesiątki lat znaleźć remedium na jakiekolwiek poważne schorzenie neurologiczne (choroba Parkinsona, Alzheimera, SM, Stwardnienie zanikowe boczne, i inne). Warto zadać pytanie dlaczego? Może to wina przyjmowanych z góry błędnych założeń o pochodzeniu tych chorób. Być może Król jest nagi i nikt nie jest w stanie tego dostrzec, mimo, że patrzy na problem nieustannie.
W celu zobrazowania powyższej wypowiedzi posłużę się przykładem z ortopedii. Na świecie przeprowadzane są miliony operacji związanych z uszkodzonymi więzadłami kolanowymi. Miliony lekarzy przez lata przyglądały się uszkodzonym stawom kolanowym i naprawiały je zgodnie z przyjętymi kanonami opartymi o podręczniki anatomii. Dopiero kilka lat temu lekarz z Polski (opiekuje się biegaczką narciarską Justyną Kowalczyk) dostrzegł, że miliony tych operacji wykonywano niepoprawnie. Więzadła w stanie kolanowym są zbudowane inaczej niż powszechnie sądzono na podstawie podręczników. Miliony lekarzy patrzyło i nikt nie dostrzegał błędu w sztuce lekarskiej. Wszyscy z góry przyjmowali błędne założenie i postępowali zgodnie z nim. Trafił się na szczęście człowiek, który odrzucając założenia przyjrzał się jak rzeczywiście zbudowany jest staw kolanowy.
Po przejrzeniu i przemyśleniu setek badań nad SM mogę powiedzieć tylko jedno - teza o uszkodzonym układzie autoimmunologicznym nie pasuje do tej choroby. Trudne jest wplątanie tego założenia w model SM. Bardziej prawdopodobne jest, że zmiany w układzie odpornościowym są tylko wynikiem choroby, nie jej przyczyną. Do tego, jak sądzę, nie bardzo ważnym czynnikiem. Walka z SM poprzez próby wpływu na układ immunologiczny przypomina walkę Don Kichota z wiatrakami.
W niedługim czasie spróbuję na nowo opisać model SM. Widać jednak wyraźnie, że stwardnienie rozsiane jest chorobą, w której dochodzi do obniżenia sprawności mechanizmów ochrony organizmu (innych niż immunologiczne) i raczej trudno spodziewać się znalezienia jednego procesu sprawczego charakterystycznego tylko dla SM. Posłużę się tutaj problemem masowego wymierania pszczół na świecie. Setki badaczy stwierdzają, że pszczoły giną z najróżniejszych powodów. Nie da się wskazać jednej przyczyny. Pszczoły z niewiadomego powodu utraciły odporność na szkodliwe czynniki środowiskowe (dzisiaj jest już prawie pewne, że z powodu nikotyno-amidów stosowanych do spryskiwania nasion) i chorują generalnie na wszystko. Jedynym sposobem zmiany sytuacji pszczół jest zwiększenie potencjału obronnego lub wyeliminowanie czynnika sprawczego obniżonej odporności.
Podobnie jest ze stwardnieniem rozsianym. Statystyka podziału zachorowań między płciami pokazuje (wzrost zachorowań kobiet w stosunku do mężczyzn z 2,5:1 na 6:1), że około 50% osób obecnie chorych na stwardnienie rozsiane nigdy by na tę chorobę nie zachorowało i wiedzę o niej czerpałoby tylko z książek. Nie zachorowałoby, gdyby nie pojawiły się jakieś czynniki powodujące rozwój SM. Wiele wskazuje, że obniżeniu uległa możliwość buforowania wpływu niekorzystnych czynników na organizmy chorych. Wiele osób z rodzin objętych chorobami "autoimmunolgicznymi" jest dosyć bliskie zachorowania, ale istnieją w ich organizmach procesy ochronne, które buforują niekorzystny wpływ tych czynników. Sam we własnej rodzinie (wszyscy zdrowi) dostrzegam podobieństwo funkcjonowania organizmów moich krewnych do mojego. Poziom ochrony ich organizmów jest wyższy od mojego.
Zastanawiam się, ile osób czytających mojego bloga (obecnie kilka tysięcy wejść na miesiąc) próbuje coś na tej podstawie zrobić z własnym organizmem. Ja widzę już, że nigdy nie dojdzie do wynalezienia jednej tabletki leczącej z SM. Musiałaby istnieć tylko jedna, możliwa do usunięcia przyczyna. SM jest raczej chorobą układową, tzn. wiele różnych mechanizmów składa się na efekt w postaci schorzenia. Tę chorobę trzeba leczyć odcinkami na różnych frontach. Zastanawiam się, ilu z Was zaciemnia okna w sypialni, przyjmuje wieczorem melatoninę czy zachowuje aktywność fizyczną. Ilu z Was sprawdziło zawartość fluoru w swojej wodzie kranowej (pozdrawiam Malbork i okolice!) i ile zrezygnowało z picia herbaty "zalewanej" czy pasty do zębów z fluorem. Małymi krokami naprzód marsz! - to jest jedyny możliwy sposób radzenia sobie z SM.
Rzadko piszę o sobie i swoim stanie - dzisiaj trochę na ten temat. Trzy lata temu byłem w złej formie. Zastanawiałem się, czy pora przerobić auto na samochód dla inwalidów. Nie byłem w stanie dojechać z Gdyni do Gdańska (20 km) z powodu niesprawności prawej stopy i niemożności sprawnego operowania pedałem gazu i hamulca. Nie byłem w stanie przejść dłuższego dystansu bez utykania. Poziom mojej energii był bliski dna. Dzisiaj, po doborze odpowiednich leków i zmianie sposobu życia czuję się w zasadzie wolny od SM. Chodzę normalnie, o pedale gazu zapomniałem i do 1000 km jestem w stanie przejechać samodzielnie. Pracuję bardzo dużo, kipię energią. Trzy razy w tygodniu ćwiczę na siłowni - z ciężarami sporo większymi niż moi młodsi o połowę zdrowi koledzy. Prawdopodobnie ilość ognisk w moim mózgu wzrosła znacząco (nikt ich nie jest już w stanie policzyć od kilku lat).
Piszę to wszystko, żebyście uwierzyli, że można zwalczyć SM. Można i trzeba przestać się bać nieznanej przyszłości. Może być lepiej i tylko od Was zależy, czy wykonacie tych kilka małych kroków. Nie czekajcie na trzęsienie ziemi - nikt za Was nie wstanie z tej kanapy.
Na koniec kilka słów o wpływie psychiki na rozwój chorób. Badanie wykazało, że szczur wrzucony do beczki z wodą tonie po ok.25 minutach. Ten sam szczur, któremu poda się po 20 minutach deseczkę, po której wyjdzie, i po jakimś czasie zostanie wrzucony do beczki ponownie - pływa ponad 20 godzin.
W innym badaniu grupie szczurów podawano truciznę, po której umierały. Drugiej grupie podawano też antidotum z wodą o smaku wanilii. Szczury zwalczały chorobę. Po jakimś czasie szczurom podano truciznę i tylko wodę o smaku wanilii. Wszystkie zwalczyły chorobę. Psychoneuroimmunologia jest nową dziedziną medycyny zajmującą się wpływem psychiki na procesy fizyczne zachodzące w organizmie ludzkim. Zajmiemy się tym w przyszłym roku. Z okazji Świąt Bożego Narodzenia i Nowego roku życzę Wam wszystkim, abyście przestali się bać i żebyście sami spróbowali poprawić swój stan.
Na górze strony jest też nowy adres e-mail. Poprzedni nie funkcjonował przez półtora roku - przepraszam za ewentualny brak odpowiedzi na listy. Obiecuję odpisać na wszystkie.
Pamiętajcie - małymi krokami naprzód marsz!


środa, 18 grudnia 2013

Kwas moczowy w SM, czyli dlaczego należy pić tylko piwo

Przyszła pora na kolejną zagadkę stwardnienie rozsianego. Jakieś dwa lata temu zauważyłem, że po kilkugodzinnym okresie odwodnienia ustępują mi prawie wszystkie objawy choroby. W takiej sytuacji dochodzi do wzrostu poziomu kwasu moczowego we krwi. Wiadomo z szeregu badań, że chorzy na SM mają znacząco niższy poziom kwasu moczowego w osoczu krwi w stosunku do osób zdrowych. Wikipedia powołując się na takie badania podaje następujące wielkości: u osób chorych w stanie rzutów choroby - 160 mmol/l, osoby z SM w stanie remisji choroby - 230 mmol/l, grupa kontrolna (zdrowi) - 290 mmol/l. Istnieją badania na małych grupach pokazujące niski poziom kwasu moczowego u osób w okresie rzutu choroby, a w grupach z remisją SM oraz zdrowych poziom wypada prawie równo. Te drugie wyniki świadczą być może o tym, że podświadomie osoby chore dążą do podniesienia poziomu kwasu moczowego w organizmie. Co ciekawe nie stwierdzono żadnej zależności pomiędzy obniżeniem kwasu moczowego i tworzenie się nowych ognisk demielinizacji, co świadczy o braku związku zaostrzenia objawów SM (rzutów) z powstawaniem tych ognisk.
Okazuje się, że obniżenie zawartości kwasu moczowego we krwi jest typowe dla większości chorób neurologicznych (choroba Parkinsona, Stwardnienie Zanikowe Boczne, i inne). Można stąd wysnuć wniosek, że fakt niskiego poziomu kwasu moczowego nie jest wprost powiązany z SM, czyli nie bierze bezpośredniego udziału w przebiegu szlaków metabolicznych typowych wyłącznie dla tej choroby (zaczynam mieć wątpliwości, czy takie w ogóle istnieją). Kwas moczowy pełni raczej rolę ochronną (neuro-protekcyjną) dla organizmu, podobnie jak melatonina. Jednoczesne obniżki obu tych substancji są charakterystyczne dla momentów zaostrzenia choroby w SM. 
Przyczynami niskiego stężenia kwasu moczowego mogą być:
- nadmiar estrogenów
- niskie spożycie cynku
- niskie spożycie cynku połączone z przyjmowaniem środków antykoncepcyjnych
- niedobór żelaza
- niedobór molibdenu
- nadmiar miedzi (zwłaszcza w połączeniu z przyjmowaniem środków antykoncepcyjnych)
- niedobór kofaktora molibdenu (rzadka choroba)
- nieprawidłowości w działaniu oksydazy ksantynowej
- nadczynność przysadki (pragnienie i bardzo częste wydalanie moczu)
Kwestia deficytu  melatoniny, kwasu moczowego i chroniących przed niedotlenieniem białek rozprzęgających u chorych na stwardnienie rozsiane może świadczyć o tym, że stwardnienie rozsiane nie ma żadnego specyficznego mechanizmu powodującego rozwój choroby, a jedyne co dolega chorym, to brak normalnej dla zdrowych organizmów ochrony.
Piwo, mięso, owoce morza, szparagi i jeszcze kilka innych rzeczy znacząco podnosi poziom kwasu moczowego. Nie proponuję zbytnio się odwadniać, bo grozić Wam będzie inna chorobą - dna moczanowa. Jeżeli już ktoś się zdecyduje - koniecznie trzeba prowadzić częste  badania krwi pod kątem stężenia kwasu moczowego i ustalenia właściwej dawki napojów. Piwo jawi się tu jak eliksir zdrowia - jedyny płyn podnoszący kwas moczowy i dostarczający wody. Na zdrowie!

wtorek, 17 grudnia 2013

Białka rozprzęgające, mitochondria, niedotlenienie i SM

Kolejne kluczowe dla stwardnienia rozsianego badanie przeprowadziła niedawno (rok temu) grupa holenderskich badaczy. Zbadano pośmiertnie 15 osób z SM oraz 9 osób "zdrowych" zmarłych dobranych płcią, wiekiem oraz okresem jaki upłynął od śmierci pod kątem oceny ewentualnej dysfunkcji mitochondriów i wpływu tego stanu na ubytek neuronów. 
Mitochondria są wewnątrzkomórkowymi centrami energetycznymi, wytwarzającymi z pobranego tlenu "paliwo" dla organizmu - ATP (adenozynotrójfosforan) w cyklu Krebsa. Przy okazji powstaje też w tym cyklu pewna ilość reaktywnych form tlenu (wolnych rodników tlenowych). Jeżeli jakaś komórka żyje w waszym organizmie oznacza to jedno - zachodzi w niej cykl Krebsa. Jeżeli cykl ten zostanie wstrzymany - komórka umiera. Dla prawidłowego przebiegu cykl Krebsa potrzebuje właściwego utlenowania zapewnianego przez utlenowaną krew. W przypadku braku dostatecznej dostawy tlenu uaktywniają się tzw. białka rozprzęgające (UCP), pełniące dla niedotlenionej tkanki rolę bufora pozwalającego w pewnym stopniu przetrwać okres niedotlenienia (następuje tzw. rozprzęganie mitochondriów) i zminimalizować straty. Aktywność białek UCP zależy od innego enzymu - PGC-1 alfa (pełna angielska nazwa dla ciekawych: Peroxisome Proliferator-Activated Receptor Gamma Coactivator 1-Alpha, inny skrót PPAR-Gamma). PGC-1a określany jest mianem "master regulator" ze względu na kierowanie najważniejszymi procesami energetycznymi w komórce (oraz wieloma innymi).
Wracając do badania, naukowcy porównywali próbki mózgu z tzw. zakrętu obręczy i kory czołowej. Stwierdzono dużo niższy poziom PGC-1a u zmarłych z SM w porównaniu z grupą kontrolną. Towarzyszył temu niższy poziom enzymów fosforylujacji oksydacyjnej, niższy poziom przeciwutleniaczy wewnątrzkomórkowych (neutralizują wolne rodniki) oraz co szczególnie ciekawe - bardzo niski poziom białek rozprzęgających UCP 4 i 5 (te rodzaje występują w neuronach). Stwierdzono znaczne ubytki neuronów w obu badanych obszarach, tym większe, im mniejszy był poziom PGC-1a.
Tłumacząc wynik badania na zrozumiały język - mózgi osób z SM były pozbawione znacznej części ochrony przed niedotlenieniem (UCP) oraz produkcją nadmiaru wolnych rodników tlenowych. Oba te procesy są ściśle powiązane - w trakcie niedotlenienia i późniejszej reperfuzji (ponownego ukrwienia) dochodzi do produkcji bardzo dużej ilości wolnych rodników. Skutkowało to utratą znacznej części neuronów.
Ciekawa jest analiza czynników, które wpływają na wzrost ekspresji PGC-1a (i tym samym wzrost ochrony przed niedotlenieniem). Między innymi jest to wystawienie organizmu na wpływ zimna oraz kwas mlekowy wydzielany przez mięśnie w trakcie intensywnych ćwiczeń fizycznych. Zdaje się to wyjaśniać korzystny wpływ na SM krioterapii i niekorzystny wysokiej temperatury otoczenia. W przypadku nagłego wzrostu temperatury otoczenia krew w krótkim czasie napływa do naczyń skórnych kosztem głebszych naczyń. Rośnie także zapotrzebowanie na tlen przez mózg. Niedotlenienie rośnie więc skokowo.
Być może wyjaśnia to wpływ stresu na stwardnienie rozsiane. Aktywacja układu współczulnego skutkująca zwężeniem naczyń krwionośnych, wzrost zużycia tlenu w mózgu (pęd myśli), wzrost temperatury mózgu (szybszy napływ krwi) - wszystko powodujące lokalne niedotlenienie i jednoczesny brak ochrony. Ważny wydaje się tu czas oddziaływania stresu - im krótszy, tym mniejsze straty.

niedziela, 15 grudnia 2013

Kalpaina, siatkówka oka,melatonina, sód w mózgu oraz SM

Wiadomo z wielu badań, że obniżenie grubości siatkówki oka u osób chorych na stwardnienie rozsiane jest skorelowane z obniżeniem sprawności i pogorszeniem objawów choroby. Z innych badań wiadomo, że stopień niepełnosprawności u osób chorych jest również ściśle powiązany z ilością patologicznie osadzonego sodu w mózgu (im więcej sodu tym większa niesprawność). 
Co może łączyć te dwie sprawy? Okazuje się, że jest substancja pasująca do tej układanki. Jest nią kalpaina - enzym odpowiadający za rozkład białek (mięśniowych i innych). W kilku badaniach stwierdzono obecność kalpainy oraz znaczny napływ jonów wapnia do komórek w zdegenerowanej siatkówce oka zwierząt z uprzednio wywołanym odpowiednikiem SM. Ilość kalpainy wzrasta lokalnie w miejscach niedokrwienia (niedotlenienia) i wywołanego tym napływu jonów wapniowych do komórek. Kalpaina powoduje napływ jonów sodowych do komórki rozregulowując działanie kanałów sodowych w błonach komórkowych. Kalpaina podnosi aktywność akwaporyny 4 - enzymu otwierającgo kanały wodne w błonach komórkowych. Działanie kalpain (ponad 10 rodzajów) jest jeszcze słabo poznane, ale podejrzewa się te substancje o wpływ na wiele chorób (choroba Alzheimera, cukrzyca, nowotwory). Istnieją badania wskazujące na kalpainę wytwarzaną przez pobudzone komórki gleju oraz astrocyty jako przyczynę demielinizacji neuronów. 
Jak każdy enzym o określonym działaniu kalpaina ma w organizmie antagonistę - kalpastatynę. Wzrost ilości kalpastatyny powoduje obniżenie działania kalpainy. Kalpastatyna jest więc naturalnym endogennym inhibitorem kalpainy. Farmacja stworzyła już syntetyczne inhibitory kalpainy, ale dostępne są one wyłącznie do prowadzenia badań naukowych.
Na aktywność systemu kalpaina-kalpastatyna regulujący wpływ mają hormony nadnerczy: noradrenalina i adrenalina (katecholaminy). Hormony te obniżają aktywność kalpainy i podnoszą poziom kalpastatyny. Wydają się więc doskonałym lekiem na SM (pod warunkiem poprawności mojej hipotezy). Nie usuwają przyczyny, ale zmniejszają skutki choroby. Tak się składa, że istnieje na rynku lek - pseudoefedryna - dostępny w aptekach bez recepty, będący syntetycznym analogiem noradrenaliny. Sudafed jest lekiem, który przyjmuję do około pół roku (1 tabletka rano). Na mnie działa bardzo dobrze.
Podobnie jak katecholaminy działa melatonina. Hamuje aktywację kalpainy (oraz kaspazy-3) oraz ogranicza zużycie kalpastatyny. Jak myślę, jest to dobre wytłumaczenie obecności znacznych ilości melatoniny w oku.
Kwas antranilowy, będący jednym z końcowych produktów przemiany tryptofanu w szlaku kinureninowym, wzbudza działanie kalpainy Lp82 (obecna w komórkach soczewki oka).
Wszystko powyżej układa się w dosyć logiczną całość. Tryptofan, melatonina, noradrenalina, kalpaina. SM?