Jeszcze jeden artykuł potwierdzający sens rozrzedzania krwi: http://mediweb.pl/drugs/wyswietl.php?id=1102
I kolejny:http://www.zdrowie.med.pl/nowosc.phtml?&start=640&nr=14
I jeszcze: http://www.wprost.pl/ar/?O=55028
Czyli: witamina D, aspiryna i chirurg naczyniowy=elixir młodości!
Dziwne tylko, że badacze doszukują się w tym jakichś cudów zamiast zauważyć proste dotlenienie tkanek i redukcję stresu oxydacyjnego. Widać za proste rozwiązanie na Nobla.
Tematyka: Stwardnienie rozsiane (SM), przewlekła mózgowo-rdzeniowa niewydolność żylna dra Zamboni (CCSVI), stres oxydacyjny, inicjacja nowotworów (www.multiplexsclerosis.com)
sobota, 14 stycznia 2012
czwartek, 12 stycznia 2012
CCSVI mojej przyjaciółki
Mojej znajomej lekarze znaleźli SM jakieś pół roku temu w wieku 34 lat. Ma kilka ognisk zapalnych, odczuwa też pewne problemy związane z tą wredną chorobą zmuszające ją do zmniejszenia aktywności. Kilka dni temu przeszła badanie USG-Dopplera w szpitalu Medicover w Warszawie, które dało ciekawe wyniki.
Po pierwsze grubości żył szyjnych wewnętrznych ma prawidłowe 6-7 mm po lewej i 7-8 mm po prawej, kręgowe po 2 mm. Tak więc szczerze zazdroszczę zwłaszcza tych grubszych (kręgowe mizerne jak u mnie). Niestety jak wykazało badanie, w pozycji siedzącej (czyli pionowej) w lewej żyle panuje kompletny brak przepływu. Wytworzyło się jakieś krążenie oboczne, czyli krew płynie nie tam gdzie powinna i prawdopodobnie w drugą stronę. Jak sobie wyobrażam niektóre rejony mózgu są niewłaściwie ukrwione i niedotlenione. Od lekarza dostała informację, że przeszkoda znajduje się już w obrębie czaszki i ewentualny zabieg CCSVI musi zostać dokonany na sprzęcie ISUV (wykorzystywany zwykle sprzęt do podróży po tętnicach i ich balonowania w kardiologii inwazyjnej, posiada kamerę). Szpital Medicover podobno szykuje się do rozpoczęcia zabiegów CCSVI na takim sprzęcie od II kwartału (Euromedic podobno czasem go też używa). Tym, którzy myślą o zabiegu CCSVI proponowałbym poczekać. ISUV jest bardzo dokładny i daje najlepszy możliwy dzisiaj obraz wnętrza naczyń i można nim gmerać w obrębie czaszki.
Nie muszę dodawać, że bardzo się oboje ucieszyliśmy (coś jak: " Mamoniowa, bardzo mi przykro"). Wiadomo, gdzie leży problem, a przynajmniej jego większa część.
Potwierdza ten przypadek moje ostatnie doświadczenia - problem niedrożności jest szczególnie groźny w górze szyi i pod czaszką. Mój zakrzep zamykający dolną część lewej żyły nie dawał prawie żadnych dolegliwości. Gdzieś w połowie szyi pojawiają się już ujścia boczne zapewniające spływ krwi (tzw. koło żylne). W tym miejscu nie ma już wielkiego znaczenia jak krew spływa - ważne, że spływa. Problem SM leży moim zdaniem w krążeniu mózgowym i wysoko położonych przeszkodach (u mnie lewa górna zastawka). Od jakiegoś tygodnia badam anatomię połączeń zatoki esowatej, od której odchodzi żyła szyjna, a do której spływa krew z kilku naczyń. Poza żyłami elementem systemu żylnego głowy są kostne zatoki żylne (nie różnią się bardzo od zwykłych zatok powietrznych z przodu twarzy). Wiadomo, że budowa zatoki esowatej (zwłaszcza lewej) może być nieprawidłowa (proponuję zajrzeć do Wikipedii), zdarzają się jej zakrzepice (20% kończy się zgonem). Nieprawidłowa budowa może prowadzić do nieprawidłowego działania (jeśli wszystko działa to można ją przecież uznać za prawidłową). Różne szumy w uszach powodowane szmerem płynącej krwi są zwykle powodowane problemami z zatoką esowatą. Jakoś wydaje mi si, że zatoka esowata jeszcze nie powiedziała ostatniego słowa. Przynajmniej w SM, a może i jeszcze gdzie indziej.
Po pierwsze grubości żył szyjnych wewnętrznych ma prawidłowe 6-7 mm po lewej i 7-8 mm po prawej, kręgowe po 2 mm. Tak więc szczerze zazdroszczę zwłaszcza tych grubszych (kręgowe mizerne jak u mnie). Niestety jak wykazało badanie, w pozycji siedzącej (czyli pionowej) w lewej żyle panuje kompletny brak przepływu. Wytworzyło się jakieś krążenie oboczne, czyli krew płynie nie tam gdzie powinna i prawdopodobnie w drugą stronę. Jak sobie wyobrażam niektóre rejony mózgu są niewłaściwie ukrwione i niedotlenione. Od lekarza dostała informację, że przeszkoda znajduje się już w obrębie czaszki i ewentualny zabieg CCSVI musi zostać dokonany na sprzęcie ISUV (wykorzystywany zwykle sprzęt do podróży po tętnicach i ich balonowania w kardiologii inwazyjnej, posiada kamerę). Szpital Medicover podobno szykuje się do rozpoczęcia zabiegów CCSVI na takim sprzęcie od II kwartału (Euromedic podobno czasem go też używa). Tym, którzy myślą o zabiegu CCSVI proponowałbym poczekać. ISUV jest bardzo dokładny i daje najlepszy możliwy dzisiaj obraz wnętrza naczyń i można nim gmerać w obrębie czaszki.
Nie muszę dodawać, że bardzo się oboje ucieszyliśmy (coś jak: " Mamoniowa, bardzo mi przykro"). Wiadomo, gdzie leży problem, a przynajmniej jego większa część.
Potwierdza ten przypadek moje ostatnie doświadczenia - problem niedrożności jest szczególnie groźny w górze szyi i pod czaszką. Mój zakrzep zamykający dolną część lewej żyły nie dawał prawie żadnych dolegliwości. Gdzieś w połowie szyi pojawiają się już ujścia boczne zapewniające spływ krwi (tzw. koło żylne). W tym miejscu nie ma już wielkiego znaczenia jak krew spływa - ważne, że spływa. Problem SM leży moim zdaniem w krążeniu mózgowym i wysoko położonych przeszkodach (u mnie lewa górna zastawka). Od jakiegoś tygodnia badam anatomię połączeń zatoki esowatej, od której odchodzi żyła szyjna, a do której spływa krew z kilku naczyń. Poza żyłami elementem systemu żylnego głowy są kostne zatoki żylne (nie różnią się bardzo od zwykłych zatok powietrznych z przodu twarzy). Wiadomo, że budowa zatoki esowatej (zwłaszcza lewej) może być nieprawidłowa (proponuję zajrzeć do Wikipedii), zdarzają się jej zakrzepice (20% kończy się zgonem). Nieprawidłowa budowa może prowadzić do nieprawidłowego działania (jeśli wszystko działa to można ją przecież uznać za prawidłową). Różne szumy w uszach powodowane szmerem płynącej krwi są zwykle powodowane problemami z zatoką esowatą. Jakoś wydaje mi si, że zatoka esowata jeszcze nie powiedziała ostatniego słowa. Przynajmniej w SM, a może i jeszcze gdzie indziej.
poniedziałek, 9 stycznia 2012
Moje własne CCSVI
Zbadałem ostatnio w internecie i u znajomych lekarzy jak powinna wyglądać prawidłowa kanalizacja mózgu u typowego człowieka. Mózg kanalizowany jest przede wszystkim dwoma żyłami szyjnymi wewnętrznymi, dwoma zewnętrznymi i dwoma kręgowymi. Żyły zewnętrzne zbierają przede wszystkim krew z zewnętrznej strony czaszki. Typowe żyły szyjne wewnętrzne wg Wikipedii powinny mieć grubość 8-12 mm, przy czym generalnie człowiek jako istota asymetryczna ma słabiej rozwinięty system żylny po lewej stronie ciała. To pewnie tłumaczy prawostronne głównie problemy chorych na stwardnienie rozsiane. Nie znalazłem nigdzie ile powinna wynosić grubość typowej żyły kręgowej, ale zdaniem znajomego lekarza około 3 mm. Moje żyły mają grubości: lewa wewn.4 mm, prawa wewn.5mm, kręgowa lewa 2 mm, kręgowa prawa 3 mm.
Obliczając normalną wydajność systemu kanalizacji - przekrój żyły wewnętrznej lewej grubości 8 mm (bo zwykle cieńsza od prawej) wynosi 50,24 mm kw., przekrój prawej o grubości 12 mm wynosi 113,04 mm kw., żyła kręgowa lewa i prawa grubości 3 mm mają łączny przekrój 14,12 mm kw. Łączny przekrój rur wynosić więc powinien ponad 177 mm kw..
Moje przekroje żylne wynoszą odpowiednio: 12,56 mm kw.,28,26 mm kw., 3,14 mm kw., 7,06 mm kw.. W sumie daje to przekrój moich rur 50 mm kw. Dodając do tego fakt, że dwie najgrubsze były dodatkowo przymknięte niedrożnymi zastawkami, sytuacja z moim odpływem nie była zbyt ciekawa. Stosunek przekroju prawidłowego do mojego wynosi więc 177:50. Można założyć, że resztę żył górnych mózgu mam też w mini rozmiarach i krew krąży tam bardzo słabo. Moje przepływy żylne max. przy badaniu USG-Dopplera wynosiły lewa wewn.10 cm/s (czyli 1,26 cm sz./s), prawa wewn. 35 cm/s (czyli 6,05 cm sz./s), kręgowa lewa 10 cm/s (czyli 0,314 cm sz.), kręgowa prawa 40 cm/s (czyli 2,83 cm sz./s).
Podsumowując lewą stroną spływało całe 1,57 cm sz./s ; prawą stroną 8,88 cm sz./s. Zakładając, że łączny przepływ tymi żyłami mieścił się w normie, można stwierdzić, że przepływ powinien wynosić 5,22 cm sz./s po każdej stronie (po lewej powinien generalnie być szybszy z powodu węższych naczyń). Z tego wniosek, że 3,66 cm sz. przepływało bocznymi połączeniami z lewej na prawą stronę. Niestety tzw. koło żylne mieści się dosyć nisko i w przypadku wysoko zamkniętej (jak u mnie) zastawki krew musiała pokonać pewną drogę pod prąd, co jak się mogę domyślić nie jest zbyt korzystne.
Po udrożnieniu zastawek i wstawienia stenta czuję się nieporównywalnie lepiej, ale całkowicie zdrowy raczej nie. Może to powyższe porównanie tłumaczy, dlaczego zabieg CCSVI polegający na usuwaniu przeszkód żylnych poprawia stan chorych, ale ich nie leczy całkowicie. Jakoś nie wyobrażam sobie wymiany żył w mózgu człowieka w tym stuleciu. Dlatego proponuję zainteresowanym maksymalne rozrzedzanie krwi aspiryną albo nattokinazą. A i lampka wina nie zaszkodzi.
Obliczając normalną wydajność systemu kanalizacji - przekrój żyły wewnętrznej lewej grubości 8 mm (bo zwykle cieńsza od prawej) wynosi 50,24 mm kw., przekrój prawej o grubości 12 mm wynosi 113,04 mm kw., żyła kręgowa lewa i prawa grubości 3 mm mają łączny przekrój 14,12 mm kw. Łączny przekrój rur wynosić więc powinien ponad 177 mm kw..
Moje przekroje żylne wynoszą odpowiednio: 12,56 mm kw.,28,26 mm kw., 3,14 mm kw., 7,06 mm kw.. W sumie daje to przekrój moich rur 50 mm kw. Dodając do tego fakt, że dwie najgrubsze były dodatkowo przymknięte niedrożnymi zastawkami, sytuacja z moim odpływem nie była zbyt ciekawa. Stosunek przekroju prawidłowego do mojego wynosi więc 177:50. Można założyć, że resztę żył górnych mózgu mam też w mini rozmiarach i krew krąży tam bardzo słabo. Moje przepływy żylne max. przy badaniu USG-Dopplera wynosiły lewa wewn.10 cm/s (czyli 1,26 cm sz./s), prawa wewn. 35 cm/s (czyli 6,05 cm sz./s), kręgowa lewa 10 cm/s (czyli 0,314 cm sz.), kręgowa prawa 40 cm/s (czyli 2,83 cm sz./s).
Podsumowując lewą stroną spływało całe 1,57 cm sz./s ; prawą stroną 8,88 cm sz./s. Zakładając, że łączny przepływ tymi żyłami mieścił się w normie, można stwierdzić, że przepływ powinien wynosić 5,22 cm sz./s po każdej stronie (po lewej powinien generalnie być szybszy z powodu węższych naczyń). Z tego wniosek, że 3,66 cm sz. przepływało bocznymi połączeniami z lewej na prawą stronę. Niestety tzw. koło żylne mieści się dosyć nisko i w przypadku wysoko zamkniętej (jak u mnie) zastawki krew musiała pokonać pewną drogę pod prąd, co jak się mogę domyślić nie jest zbyt korzystne.
Po udrożnieniu zastawek i wstawienia stenta czuję się nieporównywalnie lepiej, ale całkowicie zdrowy raczej nie. Może to powyższe porównanie tłumaczy, dlaczego zabieg CCSVI polegający na usuwaniu przeszkód żylnych poprawia stan chorych, ale ich nie leczy całkowicie. Jakoś nie wyobrażam sobie wymiany żył w mózgu człowieka w tym stuleciu. Dlatego proponuję zainteresowanym maksymalne rozrzedzanie krwi aspiryną albo nattokinazą. A i lampka wina nie zaszkodzi.
wtorek, 3 stycznia 2012
Witamina D!
Dostałem dzisiaj linka http://www.youtube.com/watch?v=xk-6ypMdcCk . Dr Joe Prendergast opowiada o mocy witaminy D (z tłumaczeniem na polski). Witamina D i chirurg naczyniowy =elixir młodości.
Rak nie wyrok
2012.01.03
Dostałem dziś na facebooku link do ciekawego wywiadu z dr Coldwellem na youtube (Every cancer can be cured in weeks). Facet mówi o sposobie leczenia raka, dającym bardzo dobre rezultaty, polegającym na zmianie dietą pH organizmu na 7,5 (na zasadowy), natlenieniu krwi (wykonywanym przez transfuzje własnej natlenionej krwi) i stosowaniu lekkiej diety, nie zużywającej nadmiernie tlenu z krwi na trawienie. Pasuje jak ulał do prezentowanej na tej stronie teorii TNIKS i schematu powstawania guza w wyniku niedotlenienia tkanki i jej zakwaszenia. Zmniejszenie zakwaszenia powoduje lepszy dostęp komórek odpornościowych do komórek rakowych, lepsze natlenienie krwi zmniejsza zakwaszenie tkanki, mniejsze obciążenie żołądka i jelit nie zmniejsza nadmiernego natlenienia krwi. Logiczne. Brakuje tylko problemu spowolnienia przepływu krwi i stresu oksydacyjnego.
Naprawdę wygląda na to, że niedługo nowotwory będą leczyć chirurdzy naczyniowi.
Poza tym ciekawie opisał sens spożywania soli morskiej. Jest to czysta sól, bez domieszek kopalnych jak w kamiennej (piasek, krzem). Jego zdaniem drobinki te niszczą ściany naczyń krwionośnych (głównie tętniczych, bo cieńsze i szybszy przepływ krwi=większe tarcie - dopisek mój). Organizm broni się wytwarzając cholesterol do naprawy uszkodzeń. Tak więc przy spożywaniu soli morskiej poziom cholesterolu powinien spaść. Ciekawe, sprawdzę na sobie.
Stwardnienie rozsiane, a bariera krew-mózg
2012-01-02
Białaczka ze śledzioną musi jednak poczekać. Dostałem od kilku chorych na SM osób maile z wyrazami poparcia (dziękuję bardzo!) i cennymi uwagami. Jedna z osób zwróciła uwagę na stosunkowo słaby nacisk położony przeze mnie na problem szczelności bariery krew-mózg w przebiegu SM.
Uważam, że problem nieszczelności bariery K-M jest sprawą decydującą w procesie stwardnienia rozsianego. Jednak myślę, że prawdopodobnie główną przyczyną tej nieszczelności jest spowolniony przepływ krwi w naczyniach włosowatych mózgu. Nawet najszczelniejsza bariera słabnie w warunkach stężenia naczyń krwionośnych, do których dochodzi przy zastoju żylnym. Oczywiście śródbłonek trzeba wzmacniać niezależnie od usprawniania przepływu krwi. Należałoby zrobić wykres pokazujący korelację przepuszczalności bariery i prędkości przepływu krwi w naczyniach. Może kiedyś powstanie, a może już gdzieś powstał (prawdopodobnie przy CVI, czyli żylakach). Problem SM jest moim zdaniem problemem, który występuje prawdopodobnie tylko w chwilach wyjątkowych - odwodnienia, wyczerpania. Wówczas dochodzi do przeciekania komórek przez barierę krew-mózg. Organizm chorego jest na granicy wydolności żylnej. Z wiekiem krążenie siada i na niewydolność wrodzoną nakładają się zmiany starcze (miażdżyca).
Poza tym uważam, że dużo groźniejsze w skutkach w procesie SM jest niedotlenienie poszczególnych obszarów mózgu niż powstawanie ognisk zapalnych. Obszar dotknięty niedotlenieniem jest najprawdopodobniej dużo większy niż kilkumilimetrowe ognisko zapalne. Wszelkie chwilowe i przemijające objawy są najwyraźniej spowodowane niedotlenieniem. Ognisko zapalne dawałoby raczej objawy stałe (jak Parkinson), których prawdę mówiąc nie widzę zbyt wiele (poza najostrzejszymi przypadkami). Schemat SM podzieliłem na dwie części, nie z powodu braku miejsca, ale przede wszystkim z powodu nie występowania procesu II u znakomitej większości chorych. Jeżeli byłoby inaczej SM byłoby chorobą śmiertelną (jak stwardnienie zanikowe boczne), a nie jest. Parkinson daje wyraźne objawy dopiero po przekroczeniu granicy zniszczenia w wysokości 80% komórek istoty czarnej mózgu. Do tego czasu z chorym niewiele się dzieje złego.
Kilka osób, w tym lekarzy, zwróciło uwagę, że zabiegi CCSVI pomagają mniej więcej połowie chorych, rzadko całkowicie, a u niektórych chorych w ogóle nie stwierdza się objawów CCSVI. Stawia to pod znakiem zapytania moją teorię.
Po pierwsze zbyt cienkie żyły nie są uznawane za objaw CCSVI. Moje żyły kręgowe posiadają grubość 2 i 3 mm , czyli prawdopodobnie tyle co u dziesięciolatka. Przez lekarzy zostały uznane za prawidłowe. W warunkach odwodnienia i zagęszczenia krwi, w pozycji pionowej po zapadnięciu się żył albo złej pozycji głowy na poduszce w czasie snu, krew tam musi prawie stać. Żyły szyjne wewnętrzne miały 4 i 5 mm , do tego patologiczne zastawki. Problemy z odpływem miałem duże i uważam, że nadal mam (mniejsze) mimo udrożnienia zastawek. Poprawę stanu oceniam na 80% pierwotnego deficytu. Prawdopodobnie gdybym nie dbał o rozrzedzenie krwi, poprawa byłaby mniejsza. Po półtora kilometra marszu lewa noga mi dalej siada, ale nie włóczę nią jak kiedyś (po 200m), a mam po prostu jakieś zaburzenia koordynacji stopy. Poza tym wyraźnie postać SM pierwotnie postępująca (chyba 15% chorych) jest wynikiem zmian starczych krążenia, a nie CCSVI. Należałoby tu włączyć leczenie miażdżycy. Poza tym badanie należałoby wykonywać w warunkach odwodnienia organizmu.
Jedna z chorych zwróciła moją uwagę na problem drętwienia brzucha pod żebrami w czasie snu. Moim zdaniem może to być problem z odpływem żylnym krwi z danego obszaru, przy leżącej i określonej pozycji ciała. Żyła może być za cienka, albo niedrożna. Serce jest pompą, która może zasysać krew tylko na wysokość 16 cm . W przypadku nóg resztę roboty robią mięśnie nóg. Tułów w czasie snu jest długimi momentami nieruchomy. Łatwo to sprawdzić próbując ułożyć się tak aby krew mogła spływać grawitacyjnie. Prawdopodobnie pomogłoby tu badanie USG-Dopplera żył tułowia wykonywane w różnych pozycjach. Brak dotlenienia organów wewnętrznych może spowodować cukrzycę albo inne choroby. Warto więc to sprawdzić.
Subskrybuj:
Posty (Atom)