Messi strzelił 5 bramek po aspirynie (to żart oczywiście był), a naukowcy z Harvardu ze zdziwieniem odkryli, że lek na obniżenie ciśnienia o nazwie propranolol "zmniejsza natężenie nienawiści" i wydaje się być panaceum na rasizm. Lek ten przepisywany jest głównie na zbyt wysokie ciśnienie, migrenę i rozdrażnienie. Jednym z efektów jego spożycia jest rozszerzenie naczyń krwionośnych. Według badaczy lek ten "działa na część centralnego systemu nerwowego, który reguluje podświadome nastawienie wobec innych ras". Nie wiedziałem, że na Harvardzie odkryto jakąś część mózgu odpowiedzialną za "podświadome nastawienie wobec innych ras". Pachnie ciemnogrodem i okultyzmem, a nie nauką na najwyższym poziomie, czego należałoby się spodziewać po takiej uczelni. Nie wiem ile czasu jeszcze upłynie, zanim szacowna nauka zorientuje się, że istotą agresji (i wielu innych chorób) jest niedotlenienie mózgu (i innych narządów), a ułatwienie sprawy dopływu krwi problemy te w dużym stopniu rozwiązuje. Wystarczyłoby zapytać pierwszego z brzegu kardiologa interwencyjnego, jak wygląda reakcja zawałowca na rozszerzenie tętnicy wieńcowej balonem. Z sypiącego mięsem chama pacjent zmienia się w uśmiechniętego i łagodnego baranka w ciągu jednej sekundy (po chwili zasypia).Wystarczy, że krew z tlenem dopłynie do mózgu.
Tematyka: Stwardnienie rozsiane (SM), przewlekła mózgowo-rdzeniowa niewydolność żylna dra Zamboni (CCSVI), stres oxydacyjny, inicjacja nowotworów (www.multiplexsclerosis.com)
poniedziałek, 12 marca 2012
piątek, 9 marca 2012
Messi strzelił 5 bramek na aspirynie!!!
http://www.sport.pl/pilka/1,65041,11311490,Liga_Mistrzow__Co_sie_dzieje__gdy_Messiego_boli_glowa.html
Jako post scriptum do poprzedniego posta!
Jako post scriptum do poprzedniego posta!
środa, 7 marca 2012
Aspiryna z tlenkiem azotu już przetestowana!
http://www.medonet.pl/zdrowie-na-co-dzien,artykul,1657581,1,gazowana-aspiryna-ma-silniejsze-dzialanie-przeciwnowotworowe,index.html
Dodatek tlenku azotu do aspiryny podnosi jej właściwości przeciwnowotworowe - jak wynika z najnowszych badań (nad myszami) w USA. Co ciekawe, nie tylko zapobiega nowotworom, ale zwalcza już istniejące guzy. Mechanizm dla badaczy nie jest niestety jasny. Dla nas oczywiście jest - tlenek azotu poprawia stan śródbłonka naczyniowego i poszerza naczynia krwionośne poprawiając szybkość przepływu krwi, a aspiryna dodatkowo zapobiega sklejaniu płytek krwi i rozrzedza krew. Wszystko to razem poprawia dostęp tlenu do komórek nowotworowych i pozwala zwalczyć nowotwór.
Jedzcie więc aspirynę i zagryzajcie L-argininą, dopóki gazowane tabletki nie trafią do apteki!
Dodatek tlenku azotu do aspiryny podnosi jej właściwości przeciwnowotworowe - jak wynika z najnowszych badań (nad myszami) w USA. Co ciekawe, nie tylko zapobiega nowotworom, ale zwalcza już istniejące guzy. Mechanizm dla badaczy nie jest niestety jasny. Dla nas oczywiście jest - tlenek azotu poprawia stan śródbłonka naczyniowego i poszerza naczynia krwionośne poprawiając szybkość przepływu krwi, a aspiryna dodatkowo zapobiega sklejaniu płytek krwi i rozrzedza krew. Wszystko to razem poprawia dostęp tlenu do komórek nowotworowych i pozwala zwalczyć nowotwór.
Jedzcie więc aspirynę i zagryzajcie L-argininą, dopóki gazowane tabletki nie trafią do apteki!
niedziela, 26 lutego 2012
Lekarstwo na raka
Często słyszymy o próbach wynalezienia jednego leku pozwalającego zapobiegać lub leczyć nowotwory. Prawdopodobnie jednak nic takiego nie nastąpi, ze względu na złożoność procesów nowotworowych. Jedyną metodą zapobieżenia rozwojowi nowotworu jest doprowadzenie do zagrożonych miejsc dotlenionej krwi. Niestety rozwój komórek rakowych przebiega szybciej niż procesy angiogenezy (tworzenia nowych naczyń krwionośnych) w niedotlenionych miejscach.
W ostatnich dniach pewne okoliczności spowodowały, że zainteresowałem się lekiem, podawanym osobom chorującym na pewien nowotwór kości (kostniakomięsak). W zasadzie zszokowała mnie cena za ten medykament wynosząca równe 150,000 Euro, czyli równowartość sporego mieszkania w dużym mieście. Lek ten podawany jest po chirurgicznym usunięciu nowotworu wraz z chemioterapią. Kuracja ta powoduje minimalizację wystąpienia przerzutów choroby w nowe miejsca przez wybicie komórek nowotworowych krążących po organizmie.
Mepact (Mifamurtide), bo o nim mowa, jest syntetycznie pozyskiwaną substancją, stanowiącą odpowiednik czynnika stymulującego odpowiedź układu odpornościowego organizmu znajdującego się w błonach komórkowych pewnych bakterii (mykobakterie). Wprowadzenie tego leku do organizmu powoduje symulację infekcji bakteryjnej mykobakteriami i pobudzenie układu odpornościowego do wytwarzania leukocytów potrzebnych do zniszczenia konkretnie tego zagrożenia. Makrofagi i monocyty wytwarzają odpowiednie cytokiny wyzwalające podziały limfocytów. Jak można się domyślić, rodzaje wytwarzanych przeciwciał są tożsame z tymi, które są potrzebne do niszczenia komórek nowotworu kości.
Dlaczego więc organizm sam nie produkuje dostatecznych ilości przeciwciał do zniszczenia komórek rakowych? Dzieje się tak zapewne dlatego, że ilość wrogich komórek jest stosunkowo mała by znacząco pobudzić układ odpornościowy. Do rozwoju nowotworu wystarczy jedna zmutowana komórka zagnieżdżona w niedotlenionym miejscu organizmu. Tak więc Mepact działa wyprzedzająco i niszczy komórki rakowe, zanim jeszcze zagnieżdżą się w trudnodostępnych miejscach.
Dlaczego kuracja ta nie jest stosowana przy innych nowotworach? Prawdopodobnie do każdego rodzaju raka potrzebny jest trochę inny zestaw przeciwciał. Ilość limfocytów w organizmie jest mniej więcej stała (ponad 1 kg !). Wzrost jednego ich rodzaju powoduje spadek innego (w zasadzie nie spadek tylko przekształcenie w pierwszy rodzaj), który może być akurat potrzebny do zwalczenia konkretnego raka. Można się jednak spodziewać, że dojdzie kiedyś do wynalezienia leków skierowanych na leczenie innych nowotworów.
niedziela, 19 lutego 2012
Jak zrzucić kilka kilogramów bez wysiłku i wyrzeczeń?
Znam przypadki osób, którym wykonując ciężką pracę w fitnessklubie i dokonując dziesiątek wyrzeczeń w swojej diecie, udało się schudnąć nawet 25 kg w ciągu kilku miesięcy. Problemem tej kuracji odchudzającej jest to, że powrót do starego trybu życia powoduje dosyć szybki powrót zrzuconych kilogramów. Poza tym na taki zryw stać tylko jednostki, a jak wiadomo generalnie ludzie mają dosyć słabą silną wolę.
Czy można nie katując się na siłowni i nie odmawiając sobie słodkich przyjemności schudnąć przynajmniej o kilka kilogramów? Okazuje się, że można i to na stałe.
Każdy osiłek z siłowni wie, że jedną grupę mięśniową kształtuje się w odróżnieniu od pozostałych w kuchni. Tą grupą są mięśnie brzucha. Ma je każdy z nas, natomiast większość ma je pod warstwą tłuszczu. Kratka na brzuchu nie bierze się wbrew pozorom z wykonywania setek „brzuszków”, a z odpowiedniej diety. Jaka to dieta?
Tłuszcz, którym jesteśmy mniej lub bardziej „oblani” nie bierze się jak sądzą niektórzy z tłustej karkówki zjadanej na obiad ani masła z kanapki. Tłuszcz ten powstaje w wątrobie z przerobu cukru, a w większości tylko z jednego rodzaju cukru – fruktozy. Cukier stołowy to nic innego jak połączona słabym wiązaniem cząsteczka glukozy i cząsteczka fruktozy. W tej odmianie występuje również w owocach, w przetworzonych produktach spożywczych i w zasadzie wszędzie poza kroplówkami w szpitalu (swoją drogą czy ktoś spotkał kogokolwiek, kto utył w szpitalu leżąc pod kroplówkami pełnymi czystej glukozy?).
Praktycznie cała glukoza zużywana jest do wytwarzania energii w komórkach, albo magazynowania jej w postaci glikogenu w wątrobie. Nadmiar glukozy w organizmie ponad potrzebną do tego celu ilość powoduje wytwarzanie leptyny, która działając na przysadkę mózgową daje uczucie sytości. Kiedy czujemy się przesłodzeni po zjedzeniu tortu, to właśnie leptyna daje sygnał do odwrotu. Inaczej mówiąc, zwiększenie spożycia glukozy ponad potrzeby organizmu jest mało prawdopodobne.
Fruktoza w całości przerabiana jest w wątrobie i praktycznie w całości na tłuszcze. Sygnału sytości nie daje żaden poziom fruktozy, bo trzustka na fruktozę nie reaguje i nie wytwarza insuliny działającej na wytwarzanie leptyny mogące dać sygnał STOP naszemu poczuciu łaknienia.
Tak doszliśmy do tego co trzeba zmienić w naszym żywieniu, żeby się dosyć szybko odchudzić. Należy zamienić fruktozę na glukozę. Wyrzucić cukier stołowy, miód, zakupić w to miejsce glukozę i używać do wszystkiego, do czego wcześniej używaliśmy cukru, dokładnie w tej samej ilości . Do słodzenia herbaty, kawy, wypieku ciast, przygotowywania deserów, dżemów. Glukoza jest nieznacznie mniej słodka od sacharozy (cukru stołowego), ale nie należy zwiększać jej ilości z tego powodu (jakieś wyrzeczenia muszą przecież być!). Bilans pochłanianych kalorii nie powinien się zwiększać. Należy też unikać wszelkich przetworzonych produktów żywnościowych – syrop fruktozowo-glukozowy jest dodawany praktycznie do wszystkiego w przemyśle spożywczym (znamy te słodkie bułki z McDonalds), nawet niekoniecznie wyglądającego na coś z dodatkiem cukru (np. pizza mrożona). Nie przesadzać z owocami, zwłaszcza słodkimi (poniżej tabela zawartości cukru w owocach).
Tyle powinno wystarczyć do pozbycia się wałeczków na biodrach i nadmiaru tłuszczu z brzucha. Poza tym nieobciążona wątroba odwdzięczy się wam poczuciem lekkości. Spadnie też poziom zakwaszenia organizmu. Jeśli ktoś chce czegoś więcej, powinien przyspieszyć metabolizm, czyli tempo procesów przebiegających w organizmie. W tym celu należałoby jednak trochę się ruszać i codziennie odbywać przynajmniej półgodzinny spacer (lub zakupy w dużym domu handlowym), ale leniwi i tu mogą trochę oszukać swój organizm. W tym celu należy zakupić w aptece tabletki acardu lub polocardu, czyli małe tabletki aspiryny i spożywać po jednej każdego dnia (tylko ci ze zdrowym żoładkiem). Aspiryna rozrzedza krew i powoduje lepsze jej krążenie w organizmie, co daje efekt w postaci przyspieszenia metabolizmu. Przy okazji zmniejszycie ryzyko zawału, udaru mózgu, zatoru płuc i nowotworów o dobre 50%.
Spieszcie się z tą kratką na brzuchu, wakacje blisko!
rodzaj owocu | wielkość | ilość fruktozy |
cytryna | 1 średnia | 0,6 |
Limona | 1 średnia | 0 |
passiflora | 1 średnia | 0,9 |
suszona śliwka | 1 średnia | 1,2 |
morela | 1 średnia | 1,3 |
guava | 1 średnia | 2,2 |
żurawina | filiżanka | 0,7 |
kantalupa (melon) | 1/8 średniej wielkości | 2,8 |
maliny | filiżanka | 3.0 |
kiwi | 1 średni | 3,4 |
jezyny | 1 filiżanka | 3,5 |
wiśnie | 1 filiżanka | 4,0 |
czereśnie | 10 sztuk | 3,8 |
truskawki | 1 filiżanaka | 3,8 |
Grapefruit różowy lub czerwony | 1/2 średniego | 4,3 |
mandarynka | 1 średnia | 4,8 |
nektaryna | 1 średnia | 5,4 |
brzoskwinia | 1 średnia | 5,9 |
pomarańcz | 1 średnia | 6,1 |
papaya | 1/2 średniej | 6,3 |
Honeydew (melon) | 1/8 średniej wielkości | 6,7 |
banan | 1 średni | 7,1 |
borówki | 1 filiżanka | 7,4 |
daktyl | 1 średni | 7,7 |
jakbłko | 1 średnie | 9,5 |
persymona | 1 średnia | 10,6 |
arbuz | 1/16 średniego | 11,3 |
gruszka | 1 średnia | 11,8 |
rodzynki | 1/4 filiżanki | 12,3 |
winogrona bez pestek (zielone lub czerwone) | 1 filiżanka | 12,4 |
mango | 1/2 średniego | 16,2 |
morele suszone | 1 filiżanka | 16,4 |
figi suczone | 1 filiżanka | 23,0 |
wtorek, 14 lutego 2012
Inkwizycja w XXI wieku
Wczoraj udałem się na badanie USG-Dopplera żył szyjnych do spółdzielni lekarskiej. Zapłaciłem 90 zł i wszedłem do gabinetu. Radiolog myślał, że przyszedłem przebadać tętnice szyjne. Dowiedział się, że chodzi o żyły ("Pan z SM?") i odmówił badania ("Nie wykonujemy!"). Poprosiłem, żeby zbadał sam przepływ w jednej żyle i się zgodził, ale za darmo! W trakcie badania: "Wie pan, dostaliśmy takie pismo z Izby Lekarskiej, żeby takim z SM nie ulegać i nie badać. Podobno jakiś głupek na południu Polski wymyślił, że SM się bierze od żył!".
Dzisiaj w necie przeczytałem: "Propozycję zamknięcia placówek angiologicznych resort zdrowia zawarł w projekcie rozporządzenia w sprawie specjalizacji lekarskich. Wobec protestów wiceminister Andrzej Włodarczyk zaczął ustępować, ale został odwołany". Planuje się likwidację specjalności angiologa. Przejąć to ma chirurgia naczyniowa.
Gdybym był podejrzliwy, powiedziałbym, że to działanie lobby farmaceutycznego. Ponieważ nie jestem, powiem, że to totalna głupota. Choroby naczyniowe (czyli angiologiczne!) (zawały serca , zatory mózgu i płuc) odpowiadają wg powszechnych danych za dobrą połowę zgonów we współczesnym cywilizowanym świecie. Dwie trzecie reszty to nowotwory, cukrzyca, choroby płuc. Bardzo dużo wskazuje na podłoże naczyniowe wszystkich tych chorób.
Kwestia sformalizowanej odmowy badań żył chorym na SM oraz likwidacja jednej z bardziej rozwojowych specjalizacji medycyny (Nobel 1998 za rolę tlenku azotu w działaniu śródbłonka naczyń krwionośnych) pokazuje, jakie dziwne układy panują w tym naszym polskim medycznym światku.
Najlepszą formą unikania chorób promowaną przez Polską Izbę Lekarską jest nie poddawanie się badaniom i likwidacja specjalizacji mogącej te badania wykorzystać. Tak więc: "Ludzie dochtory jadą! Dzieciaki chowajta!". Reymont miał jak widać rację (kolejny wieszcz?).
niedziela, 12 lutego 2012
Koncerny, dolary i pszczoły
Od kiedy zacząłem zajmować się tematyką medyczną nieustannie rośnie moje zdziwienie zaobserwowaną sytuacją w tej dziedzinie. Wiele rzeczy, a może nawet prawie wszystkie informacje potrzebne do poprawy zdrowia ludzi są już wyartykułowane i można do nich dotrzeć via internet. Nic z tego jednak nie wynika. Jeżeli ktoś nie poszuka informacji w sieci, nigdy się o tym nie dowie. Nikomu nie zależy na przedłużaniu życia ludzi. Zastanawiam się z czego to wynika i dochodzę do niezbyt optymistycznych wniosków.
Na rynku medycznym mamy następujących graczy: koncerny farmaceutyczne, naukowców, lekarzy, rządy, media i szarych połykaczy tabletek. Jakie są cele i sposób działania poszczególnych grup?
Koncerny farmaceutyczne mają, co chyba jest dosyć jasne, cele tylko i wyłącznie ekonomiczne. Zdobycie jak największej części rynku i możliwie wysoka sprzedaż produktów. Zdrowie ludzi mają raczej w nosie, czemu trudno się dziwić. W ich interesie jest podtrzymywanie życia chorym ludziom (przykładem jest tutaj wstrzymanie finansowania badań nad szczepionką przeciw AIDS w momencie odkrycia medykamentów pozwalających je znacząco i odpłatnie wydłużać). Ponieważ koncernów farmaceutycznych wskutek globalizacji jest niewiele i są to potężne firmy, dysponują olbrzymimi środkami finansowymi na badania naukowe. Badania te kierowane są na wynajdowanie nowych leków, które pozwolą podtrzymać życie chorych. Jeżeli w trakcie badań ktoś dokona odkrycia jak doprowadzić ludzi do pełnego zdrowia bez użycia drogich medykamentów, to idę o zakład, że odkrycie to zostanie zamiecione pod dywan i nigdy się o tym nie dowiemy.
Naukowcy działający w medycynie zajmują się prowadzeniem tylko tych badań, na które dostają pieniądze. Formalizacja badań warunkująca ich uznanie przez świat medyczny doszła do poziomu niemalże absurdu. Najprostsze badanie musi być prowadzonena dużych grupach chorych, podwójnie zaślepionych i trwających zwykle kilka lat. Koszty takich badań są horrendalne i idą w miliony dolarów. Finansowanie badań jest więc możliwe wyłącznie przez koncerny farmaceutyczne i rządy państw. Gdyby tak wyglądały badania już sto pięćdziesiąt lat temu, do dzisiaj nie znalibyśmy prawdopodobnie szczepionek i antybiotyków.
Lekarze stosują ogólnie uznane terapie (tzw. standardy narzucone przez władze medyczne) i raczej się nie wychylają poza nie. Nie ma się im co dziwić, bo nie chcą ponosić ryzyka odpowiedzialności za błędy. Błędy popełniane na podstawie standardów (jak faszerowanie SM-owców interferonem) nie są uznawane przez sądy za błędy (lekarze, jeśli mieliby kogoś wyleczyć, nazywaliby się przecież wylekarze).
Rządy koncentrują się na wygrywaniu wyborów i przetrwaniu do następnych. Nie jest w ich interesie prowadzenie wojny z koncernami farmaceutycznymi, co widać nawet w USA (skuteczne blokowanie finansowania badań nad chirurgicznym leczeniem SM przez producenta interferonu finansującego ostatnią kampanię prezydencką). Widać to było też na przełomie roku w Polsce, gdzie rząd pod naporem lekarzy i mediów musiał podkulić ogon i koncernom odpuścić.
Tak doszliśmy do roli mediów w całej tej zabawie. Wszyscy się chyba zgodzimy, że etyka mediów jest już dzisiaj pojęciem historycznym. Interes mediów nie polega na informowaniu szaraczków o faktach, a raczej zwiększaniu tego stada gapiącego się na reklamy finansowane przez koncerny (w tym farmaceutyczne). Kto płaci, ten wymaga. Tak było, jest i będzie.
Co na to ciemny lud, czyli my wszyscy? Wydaje nam się, że jak zapłacimy dwie stówy za wizytę i worek pieniędzy za leki, z pewnością ozdrowiejemy. Tak jest w przypadku chorych na SM biorących udział w terapii interferonowej ($1,500/miesiąc do końca życia z pieniędzy podatników, z tego $300 wraca jako prowizja do lekarzy), szczęśliwych z bycia wybrańcami. Drogie leczenie wydaje się im najlepszym rozwiązaniem (bo drogim i polecanym przez lekarzy). To, że skutki interferonu są wielokrotnie gorsze niż sam SM jest dla nich bez znaczenia.
Jak widać powyżej nikomu nie zależy na utrzymywaniu ludzi w zdrowiu, nawet samym zainteresowanym.
Na koniec pewien przykład z branży okolicznej z udziałem koncernu chemicznego (w tym farmaceutycznego produkującego nomen omen forowany na mojej stronie lek), mediów i pszczół. Znany jest wszystkim problem blokowania przez władze UE rozwoju żywności genetycznie modyfikowanej (powszechnie chwalone w mediach posunięcie UE). W tych samych mediach nie padło ani jedno słowo o alternatywie dla GMO, jaką są pestycydy nowej generacji. Kukurydza GMO różni się od naturalnej tym, że jest odporna na szkodniki dzięki zmienionym genom i nie potrzebuje chemii. Do uprawy kukurydzy naturalnej (i wielu innych roślin) konieczne jest stosowanie środków owadobójczych. Pestycydy nowej generacji (neonikotynoidy na przykład) służą do powlekania ziaren siewnych. Roślina po posadzeniu nie potrzebuje już nowych pestycydów. W pewnym, niewielkim stężeniu są one obecne w całej roślinie do końca jej życia i chronią ją przed insektami. Oczywiście media siejąc wśród publiczności panikę strachu przed GMO nie zająknęły się o tych faktach. Szara publiczność odniosła błędne wrażenie, że alternatywa jest następująca: żywność GMO czy ekologiczna.
W ostatnim roku badacze próbujący dojść do rozwiązania zagadki masowego wymierania pszczół w rozwiniętym świecie przeprowadzili pewne doświadczenie. Do badanego ula pełnego pszczół dodali śladową ilość pestycydu stosowanego w uprawie kukurydzy. Była to ilość niewykrywalna po zastosowaniu w organizmach pszczół ani pszczelich produktach (gdyby badacze sami nie aplikowali środka nigdy nie dowiedzieliby się o jego zastosowaniu). Po kilkunastu dniach rój zaczął chorować na kilka różnych chorób pszczelich (normalnie przez pszczoły zwalczanych) i doszczętnie wymarł. Doświadczenie powtórzono z podobnym skutkiem. Okazało się, że nawet śladowa ilość pestycydu powodowała zaburzenie układu odpornościowego pszczół i działała na choroby jak katalizator. Nie muszę mówić, że zbrodnia na pszczołach jest zbrodnią doskonałą nie pozostawiającą żadnego śladu. Nie sądzę, żeby ktoś sfinansował pełne badania naukowe w tym względzie.
Dlatego moi drodzy, jeśli nie zaczniemy używać własnego mózgu zamiast czytania nagłówków w internecie, już niedługo będziemy wsuwać dziennie dwie garście dotowanych tabletek i zagryzać je bułką, ziemniaczkami i wolną od GMO kolbą kukurydzy wygodnie siedząc na wózku inwalidzkim. Zboża i bulwy to w zasadzie jedyne rośliny nie wymagające zapylania. Smacznego!
Subskrybuj:
Posty (Atom)