niedziela, 5 marca 2017

Zaburzenia snu i stwardnienie rozsiane. Przyczyna czy skutek?

Naukowcy znaleźli w stwardnieniu rozsianym ponad 5000 zmienionych w swoim działaniu genów w stosunku do osób zdrowych. Każdy gen wytwarza typowe tylko dla siebie białko oddziałujące poprzez odpowiadające mu receptory na procesy zachodzące w organizmie, w tym na inne geny. Część z tych genów ma ekspresję (wydajność) większą, a część mniejszą niż u ludzi bez SM. W wielu chorobach można wskazać uszkodzony niedziałający gen odpowiadający za ich objawy. Na przykład w jednej z odmian choroby Charcot-Marie-Tooth występuje nieczynny gen odpowiadający za rozbijanie kompleksów mitochondriów transportowanych wzdłuż aksonów. Wskutek tego w mikrotubulach aksonów tworzą się zatory zbitych w całość wielu mitochondiów utrudniające transport aksonalny.
W przypadku stwardnienia rozsianego nie znaleziono żadnego uszkodzonego genu wspólnego dla większości chorych. Istnieją pewne geny, których szczególny podtyp (inaczej polimorfizm genu) predystynuje do istnienia SM, ale nie są to cechy typowe dla większej ilości niż około 20% chorych. Jednocześnie część badanych osób zdrowych ma ten sam podtyp genu. 
Próba połączenia zmienionych w SM genów w powiązaną oddziaływaniami sieć, czym zajmuję się przez ostatnie kilka lat, doprowadziła mnie do pewnego wniosku o przyczynach zachorowania. W zasadzie sprawdza się w tym przypadku stare przysłowie: "jak dużo musi się zmienić, żeby wszystko pozostało po staremu". Na mapy występowania stwardnienia rozsianego w USA czy Francji powiązane z czasem wschodu słońca zwróciłem uwagę już kilka lat temu. Podobne wnioski można wyciągnąć z analizy zmienionych w SM genów. Zdecydowana ich większość działa w rytmie dobowym, czyli ich ekspresja zmienia się w ciągu doby. Zarówno analiza map, jak i genów zmienionych w SM, wykazują przewagę oddziaływań związanych z fazą jasną cyklu dobowego, czyli z dniem.
Gdybym dzisiaj miał wskazać jedną główną przyczynę wywołującą stwardnienie rozsiane u danej osoby, wskazałbym na nieprawidłowo ukształtowany w okresie młodzieńczym wzorzec snu. 
Zaburzenie snu w tej chorobie są powszechnie nauce znane i częściowo zbadane. Traktowane są zwykle jako skutek wystąpienia SM (a nie przyczyna). Na początek kilka słów o fizjologii snu w ogóle. Generalnie sen człowieka (i nie tylko) dzieli się na dwie główne fazy: NREM (non rapid eye movement, czyli faza bez szybkiego ruchu gałek ocznych) inaczej sen wolnofalowy (SWS - slow wave sleep) oraz REM (rapid eye movement). W fazie NREM wyróznia się cztery kolejne etapy, z czego dwa ostatnie charakteryzuje EEG wykazujące bardzo niską częstotliwość tzw. fal delta (ok. 1 Hz). W pierwszych dwóch fazach mózg emituje fale theta. Sen wolnofalowy wyróżnia kompletna prawie bezczynność neuronów i spadek perfuzji (krążenia krwi) w mózgu do około 75% normalnej wartości. W fazie tej (jako jedynej) wydzielany jest hormon wzrostu (co warto zapamiętać) i prawdopodobnie tworzone są trwałe wspomnienia (wydarzenia z danego okresu). Faza REM charakteryzuje się bardzo wysoką aktywnością neuronów i jest bliska wybudzeniu, przy zachowanym paraliżu (tzw. paraliż senny) mięśni ruchowych. Tworzone są w tej fazie intensywne sny i pobudzona jest w niej aktywność genitalna (panowie wiedzą o czym mówię). W ciągu nocy dochodzi do około 8-9 cykli snu NREM-REM, przy czym fazy REM są coraz dłuższe (ostatnia trwa 20-30 minut), a NREM (zwłaszcza SWS) coraz krótsze. Tyle teorii.
Obserwacje pacjentów SM wykazały pewne nieprawidłowości w występowaniu poszczególnych faz snu. Silnie wydłużona w stosunku do osób zdrowych jest faza trzecia i czwarta SWS. Odwrotnie z fazą REM - jest krótsza i płytsza niż u osób bez SM. Jak ważna dla zdrowia jest faza REM pokazało pewne doświadczenie, w którym szczury były wybudzane na początku każdej kolejnej fazy REM - wszystkie zginęły w ciągu około 8 dni. W fazie REM dochodzi do produkcji wielu różnych hormonów i enzymów, w tym między innymi testosteronu ( u panów z SM jest go dużo mniej niż u zdrowych).
Czy powyżej opisany patologiczny wzorzec snu w SM jest skutkiem, czy przyczyną? Czy najpierw dochodzi do zachorowania, a wzorzec snu zmieniany jest w tego następstwie, czy też nieprawidłowy sen indukuje wystąpienie SM? Badania nad ryzykiem zachorowania wskazują, że ryzyko to nabywane jest przez daną osobę około piętnastego roku życia. Inaczej mówiąc w tym okresie dzieje się coś co decyduje o szansie na późniejsze zachorowanie. Moją uwagę zwraca fakt wytwarzania w fazie snu SWS hormonu wzrostu. Jednocześnie faza ta wydłużona jest u osób chorych na stwardnienie rozsiane. Liczne badania wskazują też, że osoby chorujące na tę chorobę są wyższe niż osoby zdrowe. Rozwój kości długich decydujących o wzroście organizmu zależny jest od wydzielania przez młodego człowieka właśnie hormonu wzrostu. Można więc odgadnąć, że osoby te jeszcze przed piętnastym rokiem życia wytwarzały więcej hormonu wzrostu niż ich rówieśnicy. Można więc założyć, że faza SWS była już u nich wydłużona przed piętnastym rokiem życia, zanim doszło do zamknięcia nasad kości długich. Dotychczas nie wyjaśniono faktu zwiększonego wzrostu u osób z SM. Być może to jest odpowiedź.
Jakie wnioski z powyższego rozumowania można wyciągnąć dla leczenia stwardnienia rozsianego? Pierwszym wnioskiem powinna być próba skorygowania wzorca snu na wzór osoby zdrowej, czyli wpłynięcie na skrócenie fazy SWS i wzmocnienie fazy REM poprzez leki zmieniające sen. Na szczęście są takie leki chociaż niewskazane jest ich długotrwałe stosowanie. Jednym z nich jest midazolam (Dormicum 10-15 mg). Lek ten skraca sen początkowy NREM i wydłuża REM. Podobnie działa zopiclone (Imovane 7,5 mg). Mam nadzieję, że ktoś z naukowców zbada kiedyś te leki pod kątem leczenia SM, a chorzy tego dożyją. Na razie nauka nieustępliwie i bezskutecznie od wielu lat walczy z limfocytami T. Szanse na sukces oceniam tu podobnie do pokonania wiatraków przez Don Kichote.
Innym pytaniem jest przyczyna nieprawidłowego wzorca snu w SM, nawet jeżeli wzorzec ten wyprzedza i być może powoduje zachorowanie na SM. Tutaj trop znowu prowadzi do przemian tryptofanu i genów z tym związanych (IDO1, YWHAZ). O tym w kolejnych odcinkach.

poniedziałek, 27 lutego 2017

Czy stwardnienie rozsiane zawsze prowadzi do niepełnosprawności? Prawdopodobny mechanizm.

Takie pytanie stawia sobie człowiek, gdy dowiaduje się od lekarza o szokującej diagnozie - stwardnienie rozsiane. Perspektywa własnego wózka inwalidzkiego towarzyszy mu od tego momentu stale. Czy słusznie? Statystyki pokazują, że na wózku inwalidzkim ląduje mniejszość chorych i dzieje się to zazwyczaj po wielu latach choroby, chociaż niesprawność ruchowa towarzyszy prawie wszystkim. 
Pierwszy okres po zdiagnozowaniu choroby wynikającym zwykle z pierwszego rzutu SM trwa przeciętnie kilka lat, (około pięciu) w którym głównymi objawami choroby są mrowienia, drętwienia kończyn, zaburzenia czucia w którejś połowie ciała. Trwają one zazwyczaj kilka dni, tygodni i samorodnie na jakiś czas zanikają. Po dłuższym czasie (kilka lat) u znaczącej większości chorych dochodzi problemów z chodzeniem (tzw. opadająca stopa w jednej lub dwóch nogach) i pracą rąk (czynności precyzyjne jednej lub dwóch dłoni - jak pisanie, zapinanie guzików). Co się dzieje w tym czasie w organizmie osoby chorej?
Według ogólnie obowiązującej neurologicznej doktryny przyczyną tych deficytów ruchowych jest demielinizacja aksonów w neuronach mózgu i rdzenia kręgowego szyjnego (tylko tych obszarów dotyczy stwardnienie rozsiane). Demielinizacja, czyli uszkodzenie warstwy mieliny otaczającej wypustki neuronów (krótsze dendryty i dłuższe aksony) stanowiącej coś na kształt izolacji dla impulsów elektrycznych płynących w nich (i również skaczących na nich pomiędzy przewężeniami Ranviera). Reasumując powyższą tezę chory ma problem z wysyłaniem sygnałów elektrycznych z mózgu do kończyn (np. stóp) z powodu niewłaściwej izolacji elektrycznej i zanikiem przepływu prądu.
Tezie tej przeczy kilka obserwacji. Po pierwsze mimo, iż niesprawność ruchowa postępuje nieubłaganie, dzieje się to w bardzo wolnym tempie. Na co dzień objawy tej niesprawności są zmienne, tzn. mogą całkowicie cofnąć się na przestrzeni kilku minut na pewien czas i wkrótce potem powrócić. Raczej można wątpić, czy poprawa ta wynika z błyskawicznej remielinizacji (czyli samonaprawy izolacji). Drugim kontrargumentem jest obserwacja części naukowców, że w miarę postępu choroby osoby z większą ilością aktywnych ognisk zapalnych zachowują z reguły lepszą sprawność ruchową niż chorzy z mniejszą ilością zmian. Czyli ci mniej chorzy są bardziej niesprawni! Trzecim argumentem jest fakt, że demielinizacja całkowicie odmiennych fragmentów mózgu i rdzenia u różnych osób daje dokładnie te same objawy zaburzeń ruchowych (jak opadająca stopa) mimo, że wszyscy mamy dosyć podobnie działające mózgi.
Jak widać teza ta nie wytrzymuje konfrontacji z faktami związanymi z chorobą. Ponieważ neurologia nie zadaje sobie zbyt wielu pytań na ten temat, zadać je musimy sobie sami.
Stwardnienie rozsiane nie jest jedyną chorobą, w której dochodzi do problemów z kończynami. Miastenia, wrodzony zespół miasteniczny, choroba Kennedy'ego i zespół Charcot-Marie-Tooth dają podobne objawy. Miastenia jest immunologiczną chorobą synapsy nerwowo-mięśniowej w której pojawiają się przeciwciała skierowane przeciw receptorom acetylocholiny co w efekcie prowadzi do zmniejszenia ich ilości i wydajnosci. Wrodzony zespół miasteniczny ma podłoże wynikające z wady genetycznej jednego z genów kodujących białka "zarządzające" synapsą nerwowo-mięśniową. Choroba Kennedyego również ma podłoże genetyczne - związana jest z wadą genu kodującego receptor androgenów (czyli m.in. testosteronu). Co ciekawe chorują tylko mężczyżni mimo, że wada dotyczy chromosomu X (czyli żeńskiego). Kobiety są tylko nosicielami i mogą przekazać wadliwy gen potomstwu (syn zachoruje, córka będzie nosicielem).
W SM nie dochodzi do problemów z przeciwciałami receptorów acetylocholiny (chociaż produkcja acetylocholiny sięga zaledwie 30% i może mieć to pewien związek z niesprawnością) ani do wad powyższych genów. Odpowiedzią na nasze pytanie może być mechanizm będący podłożem zespołu Charcot-Marie-Tooth (CMT). 
W chorobie tej dochodzi tak jak w SM do narastającej stopniowo niesprawności kończyn. Chód brodzący (lub bociani) wynikajacy z objawu opadającej stopy, jest identyczny jak w stwardnieniu rozsianym. Podobnie mniejsza część chorych kończy na wózku inwalidzkim. Przyczyny CMT są znane - prowadzi do niej wada w jednym z szeregu genów regulujących transport aksonalny. Łatwiej zrozumieć czym jest transport aksonalny wyobrażając sobie wielkość neuronu. Główna jego część, czyli tzw. ciało neuronu, ma u człowieka średnicę ok. 0,02 mm. Odchodzące od niego aksony mają długości od kilku tysięcznych części milimetra do nawet powyżej 1 m. Najdłuższe aksony są oczywiście w neuronach ruchowych nóg i rąk. Przez całą długość kończyny od rdzenia kręgowego aż do końca kończyny biegnie wiązka pojedynczych cienkich aksonów (ich średnica u człowieka to max. 0,02 mm) stanowiących nerw ruchowo-czuciowy. Każdy akson ma wewnątrz mikrotubule, czyli coś na kształt mikrorurek. Służą one do transportu różnych białek i enzymów (także mitichondriów) powstających w ciele neuronu do dalszych części aksonu. Bez prawidłowo przebiegającego transportu akson zmniejszy sprawność przesyłu impulsu elektrycznego. Za transport odpowiadają białka motoryczne zwane kinezynami (transport od ciała neuronu do synapsy) i dyneinami (odwrotny kierunek). Co ciekawe wynikiem niektórych odmian choroby CMT jest demielinizacja aksonów.
Wśród ponad 5000 genów o zmienionej ekspresji w stwardnieniu rozsianym jest co najmniej kilka powiązanych z transportem aksonalnym. Jednym z najbardziej zmienionych (zwiększenie ekspresji tym przypadku) genów jest PAFAH1B1. Jest to gen kodujący enzym katalizujący (unieczynniający) inny enzym o nazwie PAF (Platelet Activating Factor) - czynnik aktywujący płytki krwi. PAF zyskał swoją nazwę dosyć przypadkowo - nazwano go od pierwszej odkrytej jego właściwości. Inne jego role w organizmie są dużo bardziej istotne. Co ciekawe poziom PAF jest jednym z najbardziej zmienionych wskaźników u chorych na SM w stosunku do osób zdrowych. W osoczu krwi chorych jest go około siedem razy więcej niż u osób zdrowych (3,29 vs. 0,48 ng/ml), a w płynie mózgowo rdzeniowym kilkaset razy więcej (4,95 vs. 0,01 ng/ml). Głównym źródłem produkcji PAF są neutrofile i komórki tuczne (nie są zaś nim limfocyty T, którym neurologia przypisuje sprawczą rolę w SM). Podniesiony poziom PAFAH1B1 jest u chorych na SM najprawdopodobniej efektem podniesionego pozomu PAF. Problemem jest to, że gen PAFAH1B1 jest silnie związany z transportem aksonalnym (mikrotubule) poprzez współdziałanie z dwoma genami kodującymi białka motoryczne DYNC1H1 i DCTN1.
Czy można wpłynąć na usprawnienie transportu aksonalnego? Według badaczy można, nie wiadomo tylko w jakim stopniu i w którą stronę. Kwas octowy (ocet) jest pełnym agonistą genu PAFAH1B1, czyli podnosi jego wydajność i tym samym zwiększa rozkład PAF. Problem jest tu taki, że należałoby raczej obniżyć jego wydajność, najlepiej zmniejszając ilość wytwarzanego PAF. Jedynym znanym i dostępnym w farmacji lekiem zmniejszającym produkcję PAF w organizmie jest Rupatydyna - lek antyhistaminowy blokujący receptor H1. Problemem jest to, że nie przenika on bariery krew-mózg i bezpośrednio obniża poziom PAF tylko w osoczu krwi. Prawdopodobnie efektem tego jest słabsze przenikanie tej bariery przez neutrofile wytwarzające PAF w płynie mózgowo-rdzeniowym.
Warto zastanowić się nad przyblokowaniem receptora PAF, żeby osłabić ogólne działanie nadwyżek PAF w organizmie. Dostępne preparaty ginkgo-biloba w pewnym stopniu wg badań go blokują.
Inny czynnik wpływający pozytywnie na transport aksonalny to kwas fosforowy (cola bez cukru). Negatywnie wpływa glukoza i insulina. Negatywnie wpływa dopamina poprzez receptory dopaminy typu 2 (czyli D2,D3,D4). Ostatni fakt tłumaczy prawdopodobnie negatywny wpływ stresu na sprawność ruchową chorych i blokowanie tego efektu poprzez lek przeciwwymiotny -antagonistę D2 (badania własne autora). Przedostatni zaś wskazuje na przyczynę pogorszenia sprawności po posiłku (zwłaszcza wysokowęglowodanowym).
Warto zadać pytanie, co jest przyczyną powyższych patologicznych mechanizmów w stwardnieniu rozsianym? Tak jak mówi przysłowie "wszystkie drogi prowadzą do Rzymu", tak na końcu każdy badany przeze mnie proces okazuje się mieć jako praprzyczynę nieprawidłowo przebiegający szlak przemiany tryptofanu. Czynnikiem zwiększającym stężenie PAF w osoczu krwi jest nadaktywność  enzymu regulującego przemianę tryptofanu IDO1 (2,3-dioksygenaza). Warto dodać, że IDO1 jest regulowany między innymi przez IDO2. Ten ostatni gen jest uszkodzony u 50% ludzi rasy kaukaskiej (czyli białych) i być może to jest przyczyną szczególnej podatności tej grupy osób na choroby autoimmunologiczne. O tym w kolejnych odcinkach.
Pozostaje jeszcze pytanie - dlaczego niesprawność zaczyna się zwykle od opadającej stopy? Zginanie stopy do góry odbywa się poprzez skurcz mięśnia strzałkowego położonego z przodu kości piszczelowej. Ten niewielki w porównaniu z mięśniem łydki mięsień sterowany jest przez dosyć cienki nerw strzałkowy, dużo drobniejszy od nerwów sterujących np. mięśniem łydki. Prawdopodobnie z tego powodu oraz lokalizacji na końcu najdłuższych aksonów w organizmie mięsień strzałkowy słabnie pierwszy.Zmianu czucia w kończynach są moim zdaniem zwiastunem tych kłopotów.
Otwartym pytaniem w przypadku SM pozostaje jak do transportu aksonalnego ma się słaba wydajność energetyczna mitochondriów transportowanych aksonem w kierunku synapsy nerwowo-mięśniowej. W stwardnieniu rozsianym dochodzi do zaburzenia w działaniu mitochondrialnego łańcucha elektronów (osłabiony kompleks I i III) i zbyt niskiej produkcji energii przez mitochondria.


wtorek, 13 września 2016

Stwardnienie zanikowe boczne i geny. Moje wnioski.

Dzięki dość głupio skonstruowanej akcji sprzed kilku lat pod nazwą Ice Bucket Challange, polegającej na wylewaniu na swoją głowę wiadra wody z lodem, zebrano na badania nad chorobą Lou Gheriga kwotę ponad 100 milinów dolarów. Okazało się, że kwota ta została dobrze spożytkowana - naukowcy odkryli gen NEK1, którego niektóre warianty związane są z tą chorobą. Co ważne - z postacią sporadyczną (czyli nie rodzinną) choroby. Postać rodzinna jest powiązana z wadą genu kodującego enzym dysmutazy ponadtlenkowej. Enzym ten służy do neutralizacji anionorodnika tlenowego wewnątrz komórki. Anionorodnik ten jest efektem ubocznym powstającym w cyklu krebs'a wewnątrz mitochondriów komórkowych. Pewna jego ilość jest potrzebna do normalnej pracy komórki. W sytuacjach patologicznych (i w czasie starzenia się organizmu) jego ilość może rosnąć - wydostaje się z mitochondriów do przestrzeni wewnątrzkomórkowej, gdzie zostaje zneutralizowana przez dysmutazę. Jeżeli jej wytwarzanie zawodzi, a inne enzymy (glutation) też nie radzą sobie z nadmiarem - następuje śmierć komórki. Do tej pory naukowcy w żaden sposób nie mogli powiązać postaci rodzinnej z postacią sporadyczną. Co możemy wywnioskować z faktu odkrycia genu NEK1?
Na pierwszy rzut oka niewiele. Choroby związane z tym genem to dysplazje żeber i niektóre choroby nerek. Jakąś wskazówką może być fakt, że białko wytwarzane przez ten gen wchodzi w skład kompleksu z białkiem neuronowym kodowanym przez gen FEZ1, które odgrywa istotną rolę przy kształtowaniu aksonów. Problem w tym, że anomalie aksonów w stwardnieniu zanikowym bocznym nie występują. Trop wydaje się prowadzić gdzieś indziej.
Gen NEK1 jest pośrednio zaangażowany w ochronę komórki przed śmiercią wynikającą z uszkodzenia DNA (np. przez toksyny lub wolne rodniki). W takiej sytuacji NEK1 fosforyluje (tym samym uruchamia) inny gen - VDAC1. Gen VDAC1 koduje białko odpowiedzialne za tworzenie kanałów w błonie mitochondriów komórkowych przepuszczających mikrocząstki naładowane elektrycznie - aniony i kationy. Tworzy więc pory w błonie mitochondrialnej przepuszczające między innymi anion ponadtlenkowy powstający w mitochondrium do przestrzeni wewnątrzkomórkowej (plazmatycznej). Tutaj problemem zajmuje się już dysmutaza ponadtlenkowa neutralizując łądunek elektryczny anionorodnika.
Jak sobie wyobrażam, felerne kopie genu NEK1 związane ze stwardnieniem zanikowym bocznym zbyt słabo oddziałują na VDAC1, co prowadzi do nagromadzenia anionorodnika wewnątrz mitochondriów i uszkodzenia mitochondrium, a w rezultacie śmierci komórki.
Inną możliwością jest zbyt silne działanie VDAC1 i napływ jonów wapnia z plazmy komórki do mitochondrium (przez np. zbyt długo otwarte pory w błonie mitochondriów).
Powyższa hipotezy wydają mi się dość logiczne. Łączy przy tym mechanizmy w postaci rodzinnej i sporadycznej choroby. Zdecydowałem się to opisać pomimo faktu, że na co dzień nie zajmuję się tą chorobą. Być może da to komuś do myślenia i w rezultacie pomoże chorym. Warunkiem skutecznego leczenia choroby jest poznanie jej mechanizmów. Uważam, że trzeba tworzyć modele choroby i stopniowo je poprawiać wraz ze zrozumieniem procesów zachodzących w organizmie.

środa, 17 sierpnia 2016

Stwardnienie rozsiane i dysautonomia

Stwardnienie rozsiane jest jedną z bardziej tajemniczych chorób. Badaczom trudno wyjaśnić fakt łączący zmiany demielinizacyjne w mózgu chorych, występujące z różnym natężeniem i w różnych miejscach, z faktem istnienia prawie identycznych objawów choroby u wszystkich chorych (natężenie objawów nie ma nic wspólnego z ilością ognisk zapalnych). Fakt ten każe wątpić w bezpośredni związek przepływu impulsów nerwowych (kationy sodowe i protonowe) z objawami SM. Z drugiej strony jednak logiczne wydaje się, że aby unieść stopę czy kolano mózg musi wysłać impuls nerwowy do odpowiedniego mięśnia. Inny typowy objaw, jak pojawiające się nagle uczucie silnego parcia na pęcherz moczowy, nie wydaje się mieć związku z brakiem przepływu konkretnego impulsu w mózgu, a raczej na odwrót – ze zbyt silnym impulsem. Objawy pojawiają się i częściowo znikają w ciągu minut. Teoria „demielinizacyjna” nie potrafi tego wyjaśnić.
Przeanalizowałem listę objawów stwardnienia rozsianego i prawie wszystkie (poza mięśniowo-ruchowymi) dotyczą działania nerwowego układu autonomicznego. Jego nazwa wzięła się stąd, że jest on niezależny od naszej woli, czyli „autonomiczny”. Składa się z z dwóch części: układu współczulnego – tzw. systemu reakcji na stres czy też pobudzenia, oraz przywspółczulnego – można go określić jako system hamowania, relaksu. Oba te systemy działają niezależnie od siebie tzn. jeden nie wpływa bezpośrednio na drugi. Łączy je ten sam neuroprzekaźnik – acetylocholina. Układ współczulny to cały system różnych nerwów aktywowanych indywidualnie pod wpływem różnych impulsów. Układ przywspółczulny to w zasadzie jeden bardzo rozgałęziony nerw – tzw. nerw błędny – reagujący jednocześnie na całej swojej długości.
Wiele badań nad stwardnieniem rozsianym wykazało istnienie zaburzeń w działaniu układu autonomicznego towarzyszącego tej chorobie, czyli tzw. dysautonomii. Wykazano, że nieprawidłowo działa system współczulny i tak samo źle – przywspółczulny. Pewna grupa badaczy przebadała dużą grupę chorych i ustaliła, że skala niesprawności jest tym większa, im słabsze jest działanie układu przywspółczulnego, czyli nerwu błędnego. W najlepszym stanie byli chorzy z niedużymi zmianami w tym układzie.
Należałoby zadać pytanie, co może łączyć układ współczulny i przywspółczulny oraz nerwy sterujące ruchem mięśni. Wiadomo, że jedynym czynnikiem łączącym obie części autonomicznego układu nerwowego jest neuroprzekaźnik – acetylocholina. Okazuje się, że nerwy ruchowe również wykorzystują ten sam neuroprzekaźnik na połączeniach z mięśniami.
Idąc tym tropem dotarłem do badań poziomu acetylocholiny u chorych na stwardnienie rozsiane. Zarówno w osoczu krwi jak i w płynie mózgowo-rdzeniowym poziom ten był o około 70% niższy niż u osób zdrowych. Moim zdaniem wskazuje to na niedobór acetylocholiny jako najbardziej prawdopodobną przyczynę różnych dysfunkcji w SM. Być może nawet wszystkich objawów SM.
Z czego wynika ten niski poziom acetylocholiny? Możliwości są dwie: albo zbyt mało organizm jej wytwarza albo zbyt silnie działają enzymy ją rozkładające. Za wytwarzanie tego neuroprzekaźnika odpowiada enzym - acetylotransferaza cholinowa, za rozkład nadmiaru w połączeniach synaptycznych – acetylocholinesteraza. Badania wykazały, że poziom acetylocholinesterazy jest u chorych na takim samym poziomie jak u osób zdrowych. Poziom aktywności acetylotransferazy cholinowej jest znacząco niższy u osób SM niż u zdrowych (o około 35%). Mamy więc zbyt małą produkcję i zbyt silny (chociaż na normalnym poziomie) ubytek acetylocholiny co prawdopodobnie wpływa na niski poziom neuroprzekaźnika.
Należy zadać więc pytanie – co powoduje u chorych zbyt słabą ekspresję acetylotransferazy cholinowej? Okazuje się, że ekspresja tego enzymu zależy od innego – dinukleotydu nikotynoamidoadeninowego – oznaczanego skrótem NAD+. NAD+ jest produktem przemiany tryptofanu w tzw. szlaku kinureninowym. Tryptofan, czyli białko występujące powszechnie, m.in. w pszenicy jest przetwarzany na kilka różnych sposobów, zależnie od potrzeb organizmu, a w zasadzie od obecności cytokin zapalnych i innych. W stwardnieniu rozsianym szlak kinureninowy jest z nieznanych bliżej powodów poszkodowany na rzecz pozostałych. Tym samym wytwarzanie NAD+ jest na bardzo niskim poziomie.
Powód braku aktywności szlaku kinureninowego w SM jest moim zdaniem pytaniem o przyczynę stwardnienia rozsianego. Mam pewne typy i wkrótce się z nimi podzielę.
P.S. Przepraszam za tak długie milczenie, ale grzebałem w genach. Mam nadzieję, że czasu nie zmarnowałem.



niedziela, 7 lutego 2016

Alergia na zimno zwiększa szanse zachorowania na SM. Geografia w stwardnieniu rozsianym - część V.

Ilustracją do dzisiejszego posta pozostaną dwie mapy pokazane w poprzednim wpisie. Pierwsza pokazuje rozkład zachorowalności na stwardnienie rozsiane w zależności od miejsca zamieszkania w wieku 15 lat osób, które później zachorowały na SM. Od wielu lat wiadomo, że ryzyko zachorowania związane jest z miejscem przebywania danej osoby w wieku 15 lat. Przyczyny tego są nieznane, choć moim zdaniem wynikają z utrwalania w tym wieku na całe życie ekspresji genów związanych z rytmem dobowym (ustala się indywidualny osobniczy rytm dobowy).Analizując mapę zachorowalności na SM w USA doszedłem do wniosku, że ryzyko powiązane jest ze skróceniem nocy (fazy ciemnej organizmu), a właściwie wcześniejszym wschodem słońca w danym miejscu (sztuczne światło pozwala przedłużyć początek fazy ciemnej w dowolny sposób). Wiążę to z krótszym czasem wydzielania melatoniny przez szyszynkę mózgową. Od proponowanego przeze mnie modelu odbiegają tereny górzyste i wyżynne w USA, gdzie zachorowań jest więcej niż teoretycznie powinno być. Przytoczyłem w poprzednim poście badanie wykazujące istnienie uczulenia na zimno u 1/4 populacji ludzkiej skutkujące wydzielaniem histaminy. Dotarłem do badań wykazujących wpływ histaminy na działanie rytmu dobowego u ludzi. Polega ono na tym, że histamina opóźnia początek subiektywnej nocy (wydzielanie hormonów fazy ciemnej zaczyna się później niż z nastaniem ciemności) i przyspiesza jej koniec (kończy się przed rzeczywistym wschodem słońca). Reasumując - wydziela się mniej melatoniny niż teoretycznie powinno.
Pojawia się pytanie - czy histamina w sposób istotny szkodzi w okresie kiedy już zachorujemy? Na razie tego nie wiem. Wygląda jednak na to, że zwiększa ryzyko późniejszego zachorowania na SM u piętnastolatków. Nasuwa się oczywiste pytanie - co z wpływem innych alergii u piętnastolatków na późniejsze zachorowanie? Jeżeli moje powyższe przypuszczenia są prawdziwe, to każda alergia w wieku piętnastu lat zwiększa to ryzyko. Przynajmniej nieleczona.

czwartek, 28 stycznia 2016

Stwardnienie rozsiane jako alergia na zimno. Geografia w SM - część IV.

Bardzo lubię przeglądać mapy. Jest to dosyć pożyteczne hobby przy badaniu stwardnienia rozsianego. W połowie ubiegłego roku dostrzegłem pewną prawidłowość  w rozkładzie geograficznym częstości występowania SM w USA o czym wówczas napisałem na blogu w dwóch postach (tutaj i tutaj ). Dla przypomnienia jeszcze raz mapka występowania SM na 100.000 mieszkańców. 
Generalna prawidłowość to spadek zachorowań z kierunku pólnocnego na południe, a także spadek z kierunku wschodniego do zachodniego w poszczególnych strefach czasowych. Wiąże się to moim zdaniem z późniejszą godziną wschodu słońca i dłuższym czasem wydzielania w mózgu melatoniny. 
Długo zastanawiałem się nad widocznymi odstępstwami, zwłaszcza nad stanem Kolorado i stanami graniczącymi z nim od północy. Zachorowań jest tam więcej niż wynikałoby to z tezy o długości wydzielania melatoniny. Zdałem sobie sprawę, że musi być inny czynnik. Ewidentnie wzrost zachorowalności łączy się z terenami górzystymi i wyżynnymi. W grę mogłyby wchodzić następujące czynniki - silniejsze promieniowanie UV (cieńsza warstwa atmosfery) lub większe stężenie ozonu przyziemnego (w górzystych terenach jest go pełno). Promieniowanie UV ma raczej skutek pozytywny dla SM, ozon pasuje jako negatywny czynnik z powodu wpływu na wydzielanie dużych ilości endoteliny w naczyniach krwionośnych i możliwego zaburzenia równowagi naczyniowej (zwęża naczynia). Prawdę mówiąc szybko znalazłem mapę pokrywy śnieżnej USA, w której SM wygląda po prostu jak uczulenie na śnieg. Zobaczcie sami jak wyglądają roczne opady śniegu.

Myśl o uczuleniu na śnieg wydała mi się na tyle niedorzeczna, że ją porzuciłem. Kilka dni temu natknąłem się na pewne wyniki badań, które spowodowały powrót do tej myśli. Naukowcy z Oxfordu odkryli, że około 25% ludzi jest uczulona na zimno. Podczas odczucia chłodu ich  tkanka łączna i błony śluzowe wydzielają duże ilości histaminy. Histamina jest hormonem wydzielanym m.in. przez komórki tuczne (mastocyty) na skutek zadziałania alergenu. Ma wpływ na wiele procesów, w tym wydzielanie wazopresyny (moim zdaniem główny szkodnik w SM).
Histamina jest też wydzielana na skutek działania silnego stresu. W innych badaniach stwierdzono, że poziom histaminy w płynie mózgowo-rdzeniowym osób z SM jest aż siedem razy wyższy niż u osób zdrowych. Z badań wynika, że histamina działa również poprzez receptor  ROR gamma-t powodujący aktywację neutrofili i makrofagów, z którym wiąże się również melatonina.
Tak więc należy poważnie rozważyć uczulenie na zimno jako jeden z czynników wywołujących SM.
P.S.1. I pomyśleć, że pół życia uprawiałem żeglarstwo lodowe (bojery).
P.S.2. Ozonu nie skreślam. Mam taki las na Helu gdzie zawsze przestaję dobrze chodzić po minucie spaceru ( w lesie ozonu jest dość dużo).



poniedziałek, 25 stycznia 2016

Czy stwardnieniem rozsianym można się zarazić

Widzę już uśmiech politowania na twarzach spoglądających na ten tytuł. Skoro jednak ostatnio udowodniono, że pewien mężczyzna zaraził się nowotworem od swojego tasiemca, to  i z SM może być podobnie?
Niektórzy z Was wiedzą o fenomenie Wysp Owczych, na których SM nie występował do 1940 roku, w którym to na wyspy zjechało kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy brytyjskich. Od 1941 roku rozpoczęły się liczne zachorowania wśród mieszkańców (ciekawe, że nie wśród żołnierzy - znane są tylko 3 przypadki)  osiągające maksymalne natężenie co 12,5 roku (trzy fale zachorowań). Czytałem obszerną pracę na ten temat, w której autor wykazał, że wszystkie zachorowania w ciągu pierwszych 10 lat epidemii dotyczyły wyłącznie osób z rodzin u których zakwaterowani byli brytyjscy żołnierze. Przyczyny zachorowań nie wykryto i przyczyna ta nazwana została wirusem LOVE.
Nie chciałbym się koncentrować tu na omówieniu różnych substancji i wirusów mogących spowodować masowe zachorowania na SM, chociaż pewne typy mam. Chciałbym jednak zwrócić Waszą uwagę, że nawet jeśli stwardnieniem rozsianym nie można się zarazić, to jestem przekonany, że można się go nabawić na własne życzenie (lub przyspieszyć pojawienie się choroby). Około 1/4 osób rasy kaukaskiej (białych) jest podatna na choroby autoimmunologiczne. U większości żadna choroba tego typu nigdy się nie rozwinie. U części osób jednak wprost przeciwnie.
Analizując oddziaływanie genów nieprawidłowo działających w stwardnieniu rozsianym zauważyłem, że wiele z nich powiązanych jest z rytmem dobowym działania organizmu. Początkowo sądziłem, że organizm chorego działa w zbyt "wypłaszczonym" rytmie ze słabo zaznaczonymi porami dnia. Dzisiaj jestem zdania, że podstawową cechą stwardnienia rozsianego jest to, że dochodzi w nim do przewagi fazy jasnej (dzień) nad ciemną (noc). W uproszczeniu można powiedzieć, że organizmy chorych działają prawie cały czas w trybie dziennym. 
Znam kilka osób, które zachorowały wkrótce po kilkumiesięczym okresie łamania rytmu dobowego (pobudka przez kilka miesięcy o 3.00 w celu pisania pracy naukowej; 3 miesiące nocy za kołem polarnym). Kluczem do przejścia organizmu w tryb nocny jest wydzielanie melatoniny przez szyszynkę mózgową. Wydziela się ona w prawidłowych ilościach tylko w kompletnej ciemności. Melatonina przestawia zegar biologiczny na tryb nocny dzięki związaniu się ze swoim  receptorem - ROR alfa (RAR-related orphan receptor alpha). Jeżeli melatoniny jest zbyt mało - tryb nocny działa zbyt słabo. Widać to na przykład po fakcie występowania bardzo słabej fazy REM (rapid eye movement) u chorych na stwardnienie rozsiane (wykazane w badaniach). Stwierdzono w badaniach, że zachorowanie na stwardnienie rozsiane zawsze związane jest z tąpnięciem w produkcji melatoniny. Niestety z wiekiem produkcja melatoniny spada, nie widzę jednak powodu, żeby stan ten pogarszać niewłaściwym trybem życia.
O szczególnie istotnych dla SM genach będę jeszcze za jakiś czas pisać. Zagadką dla mnie pozostaje na razie, dlaczego po powrocie do normalnego trybu życie choroba nie znika.
Na koniec o tłuszczach. ROR alpha przez długi czas był zwany receptorem sierocym, bo dopiero po kilku latach zorientowano się, że jego ligandem jest melatonina. W ostatnich latach do melatoniny dołączyły też jako kolejny ligand kwasy tłuszczowe. Rezygnowanie więc ze spożywania tłuszczów jest jedną z gorszych rzeczy jaką możecie dla swojego zdrowia zrobić.

piątek, 25 grudnia 2015

Jak zaczyna się stwardnienie rozsiane

Od dłuższego czasu nic nie napisałem, za co przepraszam stałych czytelników, ale wynikało to raczej z nadmiaru wniosków do jakich doszedłem w tym okresie, niż ich braku. Czekałem z opublikowaniem tego posta mając nadzieję, że będzie to już wpis końcowy. Nie ostatni w tym blogu, natomiast wyjaśniający dogłębnie rozwój SM. W tym czasie przeprowadziłem na sobie pewną ilość testów i badań, w celu sprawdzenia poprawności mojego rozumowania. Tyle tytułem usprawiedliwień.
Gdybym miał dzisiaj jednym zdaniem określić czym jest stwardnienie rozsiane określiłbym je jako chorobę polegającą na nieprawidłowym działaniu zegara biologicznego organizmu i związanych z nim hormonów/enzymów powodujących szereg patologii w działaniu organizmu prowadzących między innymi do demielinizacji neuronów mózgu, nadmiernej aktywacji komórek ukłądu odpornościowego, postępującej niesprawności, itd. Sama demielinizacja ma chyba najmniejsze znaczenie w SM i jestem dzisiaj pewien, że to nie ten proces pogarsza sprawność chorego. 
Rytm dobowy organizmu oparty jest o działanie cyklu światło - ciemność. W poszczególnych fazach tego cyklu  wydzielanych jest szereg hormonów i enzymów regulujących działanie organizmu. Głównym centrum sterowania tym cyklem jest jądro nadskrzyżowaniowe - leżące nad skrzyżówaniem nerwów wzrokowych skupisko neuronów (zaledwie ok. 20.000 neuronów, czyli mniej więcej wielkości małego ziarenka grochu), połączone z innymi obszarami mózgu (głównie podwzgórzem mózgu) i wymieniającymi z nimi informacje o fazie cyklu dobowego. Sygnałem wejściowym dla jądra nadskrzyżowaniego jest impuls wytwarzany w warstwie siatkówki oka (warstwa komórek zwojowych siatkówki) pod wpływem promieni świetlnych działających na fotobarwnik melanopsynę (foton padający na siatkówkę pod wpływem melanopsyny powoduje przemianę witaminy A z formy all-trans-retinal do 11-cis-retinal). Siatkówka oka połączona jest bezpośrednio z jądrem nadskrzyżowaniowym poprzez część neuronów nerwu wzrokowego.
Prawidłowość działania cyklu dobowego organizmu wynika więc przede wszystkim z prawidłowego działania komórek zwojowych siatkówki oraz powtarzalnych dobowo warunków oświetlenia. Badania wykazują patologiczny stan siatkówki oka u osób ze stwardnienie rozsianym (zbyt cienka warstwa komórek zwojowych siatkówki). Stan chorego jest ściśle powiązany ze stanem grubości komórek zwojowych i pogarsza się proporcjonalnie do pogorszenia stanu siatkowki. Łatwo wysnuć wniosek, że w celu powstrzymania rozwoju choroby należy powstrzymać proces degeneracji siatkówki oka. Niestety proces ten jest normalnym zjawiskiem narastających wraz ze starzeniem się organizmu, chociaż u osób z SM przebiega średnio około 2,5 raza szybciej niż u osób zdrowych (poza pierwotnie postępującą formą SM, w której dzieje sie znacznie szybciej). 
Co ciekawe u osób z jednostronnymi objawami SM (częściowy niedowład tylko jednej strony ciała), nadmiernie pocieniona jest tylko jedna siatkówka - ta po słabszej stronie ciała). Ten wyciągnięty przeze mnie wniosek sprawdziłem na sobie wykonując OCT siatkówek oczu. Wyniki pokażę w następnym poście. Wykazały one stan zadowalający lewej siatkówki i nadmierną degenerację prawej (chociaż sytuacja jest nieznacznie poniżej stanu ostrzegawczego). Lewe oko zdrowe - żadnych objawów SM w mojej lewej stronie ciałą), prawe - lekko chore - lekkie objawy SM po prawej stronie.
O siakówkach oka napiszę w przyszłości. Teraz kilka słów o tym jak zaburzenie działania jądra nadskrzyżowaniowego wskutek patologicznej siatkówki oka wpływa na pogorszenie sprawności. 
Jednym z najważniejszych poza melatoniną hormonów wydzielanych w cyklu dobowym jest wazopresyna (tzw. hormon antydiuretyczny). Dokładniej o tym napiszę w przyszłości. Ważne dla nas jest, że nadmiar wazopresyny powoduje powstawanie stałych prądów sodowych w mózgu (przepływ kationów sodowych), otwieranie kanałów sodowych na powierzchni neuronów i wnikanie nadmiernych ilości sodu do neuronów (w tym do komórek zwojowych siatkówki oka, które są neuronami). W ostatnich latach wynaleziono rezonans do badania m.in. poziomu nagromadzenia sodu w mózgu. Badania nad SM wykazały u chorych patologicznie wysokie stany sodu w mózgach. Ilości sodu były ściśle powiązane ze stanem fizycznym chorego - im więcej sodu, tym gorszy stan jego sprawności. Wniosek wydaje się oczywisty - kontrolując wydzielanie wazopresyny można kontrolować stwardnienie rozsiane. Podstawą kontroli tego hormonu jest prawidłowe działanie jądra nadskrzyżowaniowego. Chorą siatkówkę można wspomóc zachowując rytm dzień-noc - regularnie śpiąc (w ciemnym pokoju lub z opaską na oczach - chodzi o wydzielanie melatoniny, która blokuje wydzielanie wazopresyny), jedząc (stres w organizmie spowodowany brakiem pożywienia o stałej porze powoduje wydzielanie wazopresyny), unikając stresu psychicznego np. pośpiechu (wydzielanie wazopresyny). Oczywiście nie rozwiąże to wszystkich problemów, ale ograniczy tempo rozwoju SM. 
Kończąc, chciałbym przywołać  dwa znane mi przypadki zachorowania na SM. Obie osoby zwróciły się do mnie po informacje o chorobie króko po wykryciu u nich stwarnienia rozsianego. Kobieta w wieku około 30 lat zajmowała się około rok przed zachorowaniem pisaniem pracy doktorskiej. W tym celu wstawała codziennie około trzeciej-czwartej rano i pisała do godziny siódmej. Potem normalnie pracowała. 
Drugi przypadek - mężczyzna w podobnym wieku pracujący w Skandynawii. Pół roku przed zachorowaniem pracował na budowie za kołem podbiegunowym i jak sam mówił, nie widział praktycznie w tym okresie słońca.
Pomimo, że w okresie kiedy rozmawiałem z tymi dwoma osobami nie widziałem bezpośredniego związku z pojawieniem się SM, dzisiaj sądzę, że przyczyna zachorowań była wspólna. Było nią zaburzenie cyklu dobowego spowodowane nieprawidłowym działaniem melatoniny. W pierwszym przypadku zbyt krótkie, w drugim zbyt długie.
W artykule tym wziąłem pod uwagę głosy, że moje teksty są mało zrozumiałe (zbyt dużo naukowych terminów). Tym razem starałem się tego unikać, jednak w kolejnych postach omawiając szczegółowo mechanizmy biochemiczne będę musiał trochę języka naukowego użyć.
Wesołych Świąt!


czwartek, 13 sierpnia 2015

Stwardnienie zanikowe boczne, glutation i siarka

Ostatnio poznałem przypadek choroby osoby zmarłej na chorobę Lou Gerigha, czyli stwardnienie zanikowe boczne (ALS). Schorzenie to objawia się początkowo silnymi symetrycznymi bólami rąk i/lub nóg, z czasem następuje zanik mięśni wskutek obumierania tzw. neuronu ruchowego (dróg nerwowych w rdzeniu kręgowym odpowiedzialnych za przesyłanie impulsów do mięśni). W końcowym stadium dochodzi do zaniku mięśni oddechowych i śmierci. Stawianie diagnozy trwa długo, a choroba kończy się śmiercią po kilku latach od pierwszych objawów. Patogeneza ALS jest nieznana, poza przypadkami dziedzicznego jej występowania (ok.10% przypadków). W rodzinnym ALS występuje mutacja genu kodującego SOD, czyli enzym wewnątrzkomórkowej dysmutazy ponadtlenkowej. Działanie SOD polega na "utylizacji" wolnego rodnika nadtlenkowego (aktywny tlen O-). Rodniki takie powstają w każdej komórce wskutek działania cyklu Krebsa (cykl wytwarzania energii przez mitochondrium komórkowe). W pewnych sytuacjach (np. wraz ze starzeniem się organizmu) powstaje tych rodników zbyt dużo i wówczas dysmutaza ponadtlenkowa wiąże je i unieszkodliwia. Przypadki inne niż rodzinne ALS (tzw. sporadyczne ALS) nie mają żadnego związku z SOD. Te geny są u chorych w porządku. Tyle tytułem wstępu.
Człowiek, który miał pecha złapać ALS, przez długie lata mieszkał tuż obok kopalni siarki na południu Polski. Przez kilkanaście lat pracował w tej kopalni. W wolnym czasie uprawiał hobby w postaci prac stolarskich z użyciem żywic i farb.  Po pewnym czasie (wówczas jeszcze zdrowy) przeprowadził się do Warszawy, w której rozpoczął pracę w serwisie urządzeń budowlanych. Miał tam częsty kontakt ze smarami i olejami (i spalinami). 
Pewnego dnia silnie zaczęły boleć go ręce (okolice nadgarstków). Stopniowo tracił władzę w dłoniach, później doszły nogi. Od lekarza, do lekarza i po około półtora roku postawiono diagnozę - stwardnienie zanikowe boczne.  Pół roku po tym już nie żył. Bezpośrednią przyczyną śmierci była niewydolność mięśni oddechowych.
W tym miejscu muszę opowiedzieć kilka słów o podobnej chorobie  do typowego stwardnienia zanikowego bocznego - chorobie wyspy Guam (Pacyfik). Ludzie tam mieszkający często chorują na chorobę będącą połączeniem stwardnienia zanikowego bocznego i choroby Parkinsona. Żyją nieco dłużej z tą chorobą, bo około 5 lat. Statystyczna szansa złapania tej choroby na Guam jest około 100 razy większa niż typowego ALS.  Co dziwnego jest na wyspie Guam? Otóż występują tam palmy sagowca, dające owoce (orzechy) jadane przez nietoperze i ludzi w czasach głodu (np. okupacja japońska w II wojnie światowej). Typowym daniem świątecznym jest na tej wyspie potrawka z nietoperza w mleku kokosowym (nietoperz występuje w tym daniu w całości, wraz z sierścią i wnętrznościami). Okazało się, że w korzeniach palm sagowca występuje pewien specyficzny gatunek sinic (tu pozdrawiam się kąpiących obecnie w Zatoce Gdańskiej), wytwarzający pewną toksynę. Toksyna ta wędruje korzeniami do orzechów, które następnie są zjadane przez nietoperze. W mięsie nietoperzy ilość toksyn jest kilkaset razy większa niż w orzechach (pochłonięte toksyny są z organizmu nieusuwalne i gromadzą się do końca życia) . Naukowcy podają toksynę tych sinic jako najbardziej prawdopodobny czynnik zachorowań na chorobę wyspy Guam. Ciekawe, że osobom emigrującym z Guam zdarza się zachorować nawet dwadzieścia lat po opuszczeniu wyspy.
Dlaczego połączyłem te trzy opisane sytuacje? Jak widać na ALS (lub prawie ALS) można zapaść pod wpływem genów kodujących enzym antyoksydacyjny (SOD) usuwający niektóre czynniki toksyczne z organizmu (naturalnie w organizmie powstające) - postać rodzinna.  Można zapaść na chorobę "a la ALS" - pod wpływem toksyn środowiskowych (sinice) - choroba Guam. Można też zapaść na najbardziej typową postać choroby - sporadyczne stwardnienie zanikowe boczne.
Mamy więc do czynienia z dwoma przypadkami - niesprawny system detoksyfikacyjny organizmu i bezbronność wobec toksycznego anionorodnika ponadtlenkowego; - ilość  toksyn, które przekracza możliwośći detoksyfikacji organizmu. Starszy wiek zachorowań na postać typową wskazuje, że mamy prawdopodobnie do czynienia z nakładaniem się zmniejszającej z wiekiem sprawności detoksyfikacyjnej organizmu i/lub nagromadzeniem w organizmie takiej ilości czynnika działającego toksycznie, którego neutralizacja jest niemożliwa.
Badań nad ALS jest stosunkowo mało. Po diagnozie chorzy żyją zwykle zbyt krótko, by móc ich przez kilka lat badać. Po usłyszeniu opowieści o osobie z Warszawy, poszedłem śladem siarki. Znalazłem opisany przypadek człowieka z ALS, który miał podniesiony poziom siarczyn w moczu i we włosach. Towarzyszył temu bardzo niski poziom zredukowanego glutationu we krwi (główny enzym antyoksydacyjny w organizmie) i toksycznie działający nadmiar cysteiny i kwasu glutaminowego we krwi. Cysteina wraz z kwasem glutaminowym jest surowcem do produkcji glutationu. Naukowcy łatwo wyciągnęli wniosek o problemach z enzymami odpowiedzialnymi za produkcję glutationu z surowców (więc gromadzą się nieprzetworzone). Po wprowadzeniu restrykcji dietetycznych pod kątem cysteiny, kwasu glutaminowego i siarczyn stan chorego przestał się pogarszać. Niestety nie wpadli na to, żeby choremu robić domięśniowe zastrzyki z glutationu. Podawali glutation podjęzykowo, co jest pozbawione sensu (glutation jest trawiony w żołądku, ponieważ jest białkiem).
Mamy więc glutation, surowce do jego wytwarzania, prawdopodobnie słabo działające enzymy do jego produkcji, ale co z siarką? Okazuje się, że siarczyny blokują enzym s-transferazy glutationu. Enzym ten pozwala glutationowi robić swoją robotę - wyłapywać toksyny z organizmu.
To w zasadzie początek mojej pracy nad stwardnieniem zanikowym bocznym, ale zamierzam to w przerwach w pracy nad SM kontynować. Ten długi post pokazuje, że do tej samej choroby mogą prowadzić drogi z różnych stron. Może spadać system obrony (SOD, gluatation lub transferazy glutationu), może (chociaż nie musi) wzrastać poziom ataku (toksyny). W następnym poście zajmiemy się genami związanymi z transferazami glutationu. Niektóre geny są z częścią chorych na ALS powiązane wprost.
Swoją drogą dziwię się, że jeszcze nikt na świecie nie wpadł na to, żeby chorym robić iniekcje glutationu. Sam to robiłem (badania nad SM), podobnie jak większość kulturystów oczyszczających wątroby i ich żony poprawiające cerę. Lek bez żadnych znanych skutków ubocznych w cenie 200 zł/10 dni. Niewielka cena za ewentualne 10 dni życia.


środa, 1 lipca 2015

Geografia w stwardnieniu rozsianym - część II. Stwardnienie rozsiane jako efekt działania rytmu rocznego.

W poprzednim poście opisałem prawdopodobną przyczynę istnienia w USA gradientu wschód-zachód stwardnienia rozsianego. Przesunięcie lokalizacji na zachód w danej strefie czasowej (w około 15 roku życia) powoduje obniżenie ryzyka zachorowania na SM wskutek wpływu na wydzielanie melatoniny przez szyszynkę. Jest to dosyć łągodny efekt, ale moim zdaniem zauważalny.
Oglądając mapę zachorowań na SM w USA można stwierdzić, że przesunięcie lokalizacji zamieszkania w wieku 15 lat na południe zmniejsza szanse zachorowania w jeszcze większym stopniu. Wiadomo z geografii, że dzień i noc na niższych szerokościach geograficznych są bardziej wyrównane. Przesuwając się w USA na południe wydłużamy noc latem, a zimą skracamy. Rytm dobowy jest więc bardziej wyrównany przez cały rok. Dłuższa noc oznacza większą produkcję melatoniny przez szyszynkę. Jak wspomniałem zmiany w kierunku południowym są większe niż w kierunku zachodnim, mimo porównywalnego opóźnienia wschodu słońca. Moim zdaniem, kluczowe jest tu działanie promieni słonecznych na skórę powodujące zmianę metabolizmu witaminy A i receptorów jądrowych z nią związanych. O witaminie A pisałem tutaj.
Mapę SM w USA możecie obejrzeć w poprzednim poście, a w tym przyjrzymy się Francji.

Mapa przedstawia zachorowania na SM na 100.000 mieszkańców oraz promieniowanie słoneczne w danym obszarze. Stosując ten sam klucz co w przypadku USA widać, że zachorowania maleją na zachód i południe. Warto zauważyć, że Bretania, w której słońce wschodzi najpóźniej pomimo lokalizacji na północy kraju ma zachorowalność porównywalną z Marsylią.
Podsumowując - pod kątem ewentualnego zachorowania na SM - niekorzystne jest przebywanie w wieku 15 lat w lokalizacji o znacznej nierównowadze cyklu dobowego (dzień/noc) oraz w lokalizacji o silnie zaznaczonym rytmie rocznym (zmieniające się w ciągu roku okresy światło/ciemność) oraz w rejonie wschodnim danej strefy czasowej (wcześniejszy wschód słońca). Niekorzystne jest też przebywanie w lokalizacji o słabym nasłonecznieniu (słabszy rytm dobowy i słabszy metabolizm witaminy A).

niedziela, 21 czerwca 2015

Geografia w stwardnieniu rozsianym - część I. Stwardnienie rozsiane jako zaburzenie rytmu dobowego.

Największą zagadką stwardnienia rozsianego jest mapa jego występowania na na świecie. Nie pasuje ona do żadnych obowiązujących teorii SM. Zazwyczaj łączy się występowanie choroby z miejscami o niższej ekspozycji słonecznej i niższym poziomem syntezy witaminy D. Jest to moim zdaniem całkowicie błędny związek (jeśli chodzi o witaminę D; promieniowanie UV wydaje się bardzo istotne). Są hormony mające dużo większy związek z chorobą. Podstawowym jest melatonina. Jak wykazują badania, początek choroby zawsze ma związek z tąpnięciem w produkcji melatoniny. Obejrzałem kilka map pod kątem związku wydzielania melatoniny w organizmach chorych na SM i doszedłem do ciekawych wniosków. Przedstawię je w kilku częściach, żeby Was nie zanudzić zbyt długim wpisem. Ze względów badawczych najbardziej do badania wydaje się nadawać USA. Jest to duży kraj o różnych strefach klimatycznych,ze zróżnicowanym SM, podziałem na stany o znacznej wielkości. W USA prowadzi się w miarę jednorodne statystyki SM, czego nie można powiedzieć o Europie (dla przykładu według niektórych "statystyk" w Polsce jest mniej zachorowań niż w Hiszpanii, co jest oczywistą bzdurą).
1. Melatonina, a geografia.
Melatonina jest hormonem wytwarzanym przez szyszynkę mózgową (między innymi tkankami jak np. jelita) w fazie ciemnej. Nawet niewielka ilość światła zmniejsza znacząco ilość jej produkcji. Im dłuższa noc, tym dłuższy czas na produkcję melatoniny. Leki na SM badane w okresie jesień-zima-wiosna wykazują wysoką skuteczność, a te same leki badane latem - bardzo niską. Tak zwany gradient występowania SM na półkuli północnej wykazuje z reguły kierunek północ-południe, czyli częstość zachorowań na SM maleje w miarę zbliżania się do równika. Latem na północy dni są bardzo długie, a noce krótkie. Poza kołem polarnym słońce latem nie zachodzi wcale. Im bardziej przemieszczamy się na południe, tym noce są dłuższe. W okolicy równika długość nocy mniej więcej równa się długości dnia. Nie bez znaczenia jest moim zdaniem fakt, że na południu noce są ciemniejsze (słońce jest dużo niżej pod horyzontem).
2. Melatonina, a czas urzędowy.
Od kilkuset lat rytmu dnia i nocy nie wyznacza czas słoneczny, tylko urzędowy. W dużej części Europy obowiązuje jedna strefa czasowa, co powoduje, że słońce w Polsce wschodzi ponad dwie godziny wcześniej niż w zachodnich rejonach Francji na tej samej szerokości geograficznej. Zakładając, że dorośli ludzie chodzą spać dopiero około północy wcześniej siedząc przy świetle sztucznym, czas wytwarzania melatoniny wynosi w przypadku Polski cztery godziny, a w przypadku Francji 6 godzin. W przypadku Francji i USA naukowcy stwierdzili istnienie w SM gradientu wschód-zachód poza gradientem północ-południe. Inaczej mówiąc najłatwiej złapać SM w Normandii, a najtrudniej w Langwedocji.
3. Melatonina, a geografia USA.
Poniżej możecie obejrzeć rozkład występowania SM na mapie Stanów Zjednoczonych z podziałem na poszczególne stany. Liczby oznaczają częstość zachoworowań na 100.000 ludności. Wyższa liczba oznacza wyższe ryzyko zachorowania na SM.

Analizując mapę możemy generalnie stwierdzić wyższą ilość zachorowań na pólnocy (słońce wschodzi wcześniej) i mniejszą na południu (słońce wschodzi później) kraju. Z kierunkiem wschód-zachód jest większy kłopot. Zauważyłem, że stosując pewien klucz można wyznaczyć na podstawie zachorowań na SM strefy czasowe. Wiadomo, że na wschodzie słońce wschodzi wcześniej niż na zachodzie. W stanach położonych sąsiednio na tej samej szerokości geograficznej liczba zachorowań na SM jest zazwyczaj mniejsza w stanie położonym bardziej na zachód. Jeżeli przesuwamy się jeszcze bardziej na zachód i liczba zachorowań w kolejnym stanie obok rośnie, oznacza to zazwyczaj zmianę strefy czasowej, czyli przesunięcie czasu urzędowego o godzinę (słońce wstaje godzinę wcześniej). Oczywiście są pewne wyjątki, ale o tym później. Spróbowałem narysować na powyższej mapie granice stref czasowych i ze zdziwieniem spostrzegłem tylko dwa błędy (stan Nevada i Alabama).
Poniżej możecie obejrzeć obowiązujące w USA strefy czasowe.
Można wyróżnić graniczne stany potwierdzające tę hipotezę. Są to na granicy stref  Eastern-Central: Michigan-Wisconsin, Indiana-Illinois, Kentucky-Missouri, North Carolina-Tennessee, Florida-Louisiana. Pary potwierdzające teorię na granicy Central-Mountain: North Dakota-Montana, South Dakota-Wyoming, Nebraska-Wyoming, Kansas-Kolorado, Oklahoma/Texas - New Mexico. Na granicy stref Mountain-Pacific teorię potwierdzają pary: Montana-Washington, Idaho-Washington, Arizona-California. Teorii nie potwierdzają pary stanów granicznych: Georgia-Alabama, Idaho-Oregon, Utah-Nevada. Wynik: 14 par zgodnych z teorią, 2 pary jej przeczące.
Możecie zauważyć, że w samych strefach nie zawsze obowiązuje zmniejszenie zachorowań w kierunku zachodnim. Wyjątkowo korzystne stany nie podlegające teorii wschód-zachód (mała liczba zachorowań w porównaniu do sąsiadów: Kentucky, Virginia, South Carolina, South Dakota, Nevada). Wyjątkowo niekorzystne pod kątem zachorowań stany nie dające się wyjaśnić teorią wschód-zachód to: Vermont, Minnesota, Kolorado. Wyjątkowo niekorzystna sytuacja występuje w pięciu stanach północno-zachodnich.
Czy można wyjaśnić te białe i czarne plamy na mapie SM w USA? Moim zdaniem można. Stosując analogiczny do powyższego sposób rozumowania: produkcja melatoniny i czynniki mające na nią wpływ. O tym w części II.

piątek, 5 czerwca 2015

Słońce, chleb i woda, czyli co nam szkodzi w stwardnieniu rozsianym

Nie wszyscy czytelnicy czytają wszystkie moje posty po kolei, więc małe podsumowanie ostatnich kilku odcinków. Właśnie uświadomiłem sobie, że paradoksalnie najbardziej szkodliwe w SM są trzy czynniki pozwalające przeżyć człowiekowi. Słońce, chleb i woda - czyli przyczyny rozwoju SM.
Słońce, a raczej światło. Same promieniowanie UV jest korzystne dla chorych. Synteza hormonów (jak MSH-alfa poprawiające krążenie krwi przez receptor MC1R), czy osłabienie czułości receptorów jądrowych kwasu retinowego są dla SM korzystne. Niestety na szerokościach geograficznych sprzyjających SM noce latem są za krótkie, a dzień za długi dla syntezy odpowiedniej ilości melatoniny mogącej ochronić przed chorobą. Rozwiązaniem jest spanie w opasce na oczach.
Chleb. Niestety Kolumb przywiózł z Ameryki do Europy pszenicę zamiast amarantusa. Stała się ona podstawowym surowcem żywieniowym. Niestety gluten zawarty w pszenicy powoduje rozszczelnienie ścisłych połączeń śluzówki jelita cienkiego i przedostawanie się do organizmu resztek bakterii jelitowych, czyli lipopolisacharydów. Lipopolisacharydy są głównym kandydatem do tytułu winowajcy rozwoju SM. Jeśli ktoś miałby wątpliwości co do ich znaczenia, to wystarczy powiedzieć, że stwardnienie rozsiane u zwierząt doświadczalnych wywołuje się wstrzykując do ich płynu mózgowo-rdzeniowego właśnie lipopolisacharydy. Rozwiązaniem jest stosowanie diety bezglutenowej, co jest dosyć proste. Wystarczy nauczyć się wypiekać chleb bezglutenowy (około 10 minut przygotowań).
Woda. Panująca moda na nawadnianie organizmu nakręca ubytek sodu z osocza krwi. O szczegółach pisałem tutaj. Ubytek sodu we krwi powoduje otwarcie kanałów sodowych ENAC i napływ sodu do komórek mózgu, co jest bezpośrednią przyczyną niesprawności w SM. Rozwiązaniem jest picie napojów osmolalnych (czyli soki, izotoniki, herbata z sokiem itp.) a nie wody. Najlepiej pić je do posiłków, a nie pomiędzy. Poza tym należy zwiększyć ilość soli w diecie. Sód zawarty w soli hamuje kanały ENAC.
Proste i tanie zalecenia. Opaska na oczy - 2 złote. Dieta bezglutenowa - za darmo. Sól - jakieś 3 grosze dziennie. Zdrowie - bezcenne.
Do tego ograniczamy spożycie marchewki i papryki (witamina A), dodajemy kieliszek białego wina (kwas retinowy), mała tabletkę melatoniny przed snem i witaminę B6 dwa razy dziennie. Witaminę D możecie sobie darować.

środa, 3 czerwca 2015

Stwardnienie rozsiane i melatonina, czyli dlaczego w nocy musimy spać

Melatonina jest hormonem wytwarzanym przez szyszynkę w mózgu podczas ciemności. Dzieje się to tylko wtedy, kiedy na siatkówkę oka nie pada żaden promień światła. Nawet niewielkie światło zza okna lub pochodzące od świecącego zegara osłabia produkcję melatoniny i wzmacnia w zamian wytwarzanie serotoniny. Sen w ciągu dnia nie daje zbyt wysokiej produkcji melatoniny z powodu jasności (przez powieki duża część światła przedostaje się do siatkówki oka). Dlatego bardzo ważne jest spanie w ciemnym okresie dnia, czyli w nocy. W okresie letnim, kiedy noc jest krótka, powinniśmy spać w opasce na oczy (jak w hotelach) albo przy bardzo szczelnie zaciemnionych oknach.
To jak istotne jest dbanie o produkcję melatoniny w organizmie pokazuje moim zdaniem pewne badanie. Naukowcy fińscy przeprowadzili przegląd wszystkich badań klinicznych nad potencjalnymi lekami na SM. Okazało się, że wszystkie leki, które podawano chorym w okresie jesień-wiosna działały bardzo dobrze (mało powstawało nowych ognisk zapalnych), a wszystkie leki podawne w okresie wiosna-jesień były mało skuteczne. Naukowcy zdziwili się, że ten sam lek podawany w róznych porach roku dawał całkowicie odmienne efekty.
Melatonina jest hormonem wytwarzanym w rytmie dobowym (noc) jak i sezonowym. Organizm wytwarza jej duże ilości jesienią i zimą, kiedy na półkuli północnej dzień jest krótki, a noc długa. Latem następuje roczne minimu poziomu tego hormonu we krwi. Z niewyjaśnionych przyczyn zdecydowana większość rzutów w stwardnieniu rozsianym ma miejsce właśnie latem. A może jednak wiadomych?
Z powyższego widać, jak ważna dla zdrowia jest długa noc zapewniająca odpowiedni rytm dobowy wytwarzania hormonów. Im bliżej równika, tym długość dnia i nocy są bardziej wyrównane. Moim zdaniem ma to kluczowe znaczenie dla malejącej ilości zachorowań w miarę zbliżania się do równika.
Nie lekceważcie tego dla swojego dobra. Melatonina, mimo, że powoduje "melancholijny" nastrój jest hormonem zdrowia. Wg wielu badań zapewnia ochronę również przed nowotworami.
Nie można brać tabletek melatoniny w porze jasnej. Zaburza to rytm dobowy. Organizm jest skonstruowany przez naturę na zasadzie równowagi. W dzień rządzą hormony nadnerczy, w nocy szyszynka.
Bardzo ważne jest, że w przypadku melatoniny nie należy spożywać wysokich dawek (większych niż 5 mg). Więcej w tym przypadku nie znaczy lepiej.

wtorek, 26 maja 2015

Melatonina, czyli jeden kij w szprychy dwóch kół stwardnienia rozsianego

Już po napisaniu ostatniego posta trafiłem na ciekawy opis badania z 1982 roku http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC346119/ dotyczącego wpływu melatoniny i serotoniny na neuronalne kanały sodowe ENAC. Co prawda wtedy kanały te nie były jeszcze określone z nazwy, ale wiedziano już, że nabłonek komórkowy przepuszcza kationy sodu i przewodnictwo to może być hamowane przez amiloryd (lek moczopędny). Okazało się, że serotonina i melatonina działają podobnie jak amiloryd - blokują kanały sodowe ENAC. Przypominam, że kanały te są najprawdopodobniej odpowiedzialne za osadzanie sodu w komórkach mózgowych osób z SM. Ilość osadzonego sodu jest wprost proporcjonalna do niesprawności i nasilenia objawów SM. 
Serotonina i melatonina to bardzo podobne związki produkowane w jednym procesie - melatonina w porze ciemnej, serotonina w porze jasnej. Procesem tym jest szlak przemiany tryptofanu (tryptofan to aminokwas występujący prawie we wszystkich produktach żywnościowych - zwłaszcza w zbożach). Wiadomo z badań, że szlak ten w organizmach osób chorych na stwardnienie rozsiane przebiega nieprawidłowo. Wiadomo też, że zachorowanie na SM jest zawsze związane z tąpnięciem w produkcji melatoniny. Szczególnie dużo produkują jej organizmy dziecięce (melatonina zastępuje u dzieci niewykształcony jeszcze układ odpornościowy). Pierwsze tąpnięcie ma miejsce po zakończeniu okresu dojrzewania (czyli 15-16 lat), kolejne kilka lat po dwudziestce. Zwykle ten drugi raz oznacza początek SM. 
Z powyższego można wysnuć wniosek, że rozwój niesprawności i innych objawów choroby w stwardnieniu rozsianym zależy od zmiany wielkości produkcji serotoniny i melatoniny. Wynika też, że pierwotną i bezpośrednią przyczyną SM może być nieprawidłowo przebiegający szlak tryptofanu. Trzecim wnioskiem jest taki, że można poprawić niedoskonałość natury i przyjmować melatoninę w tabletkach uzupełniając niedostatki natury. Można przyjmować ją tylko na noc i w małych dawkach (max.3 mg). Duże dawki mają inne, niekorzystne dla nas działanie. Serotoniny w dzień przyjmować się nie da, bo w farmacji analog serotoniny nie występuje. Można próbować z tzw. inhibitorami zwrotnego wychwytu serotoniny i jednocześnie inhibitorami MAO, zwiększając ilość serotoniny w przestrzeni międzysynaptycznej neuronów, ale nie wiem, czy to akurat pomoże i jaki będzie miało wpływ na inne niż kanały sodowe ENAC sprawy w mózgu.
W związku z nieprawidłowym szlakiem przemiany tryptofanu konieczne jest przyjmowanie witaminy B6. Jest to konieczne w celu detoksykacji mózgu z kwasu chinolinowego. Możecie o tym poczytać tutaj i tutaj i tutaj . 
A co z naszym drugim kołem SM? Jak na razie melatonina to kij w kole pierwszego. Przypominam, że drugie koło to zestaw receptorów jądrowych (zwykle związanych z przemianą witaminy A) w organizmie (RAR,ROR,RXR,LXR i kilka innych). W kilku badaniach okazało się, że dostarczenie do organizmu chorego na SM substancji będącej ligandem (wiążącej się z) dla któregokolwiek z tych receptorów przywraca remieliniazację neuronów w mózgu zwierząt (naprawia ubytki w mózgu). I tutaj przechodzimy do najciekwaszego. Melatonina jest jedynym znanym ligandem receptora jądrowego ROR alfa. Receptor ten reguluje rytm dobowy i rozwój limfocytów. Syntetyczne ligandy receptora ROR alfa hamują rozwój stwardnienia rozsianego (trwają badania).
Mamy więc kij z melatoniny w obu kołach. Proponuję przyjmować dawkę melatoniny (3 mg na noc), witaminę B6 i nie przyjmować tryptofanu w suplementach ani pieczywie glutenowym (czyli prawie każdym). Co prawda tabletka melatoniny to nie to samo, co wytworzona w mózgu przez szyszynkę, ale zawsze coś. Ważniejsze jest, żebyście zaciemniali na noc okna, a najlepiej spali w opaskach (hotelowych na oczy). Zwłaszcza latem z uwagi na krótką noc. Wasza szyszynka w takich warunkach będzie pracować na 100% i produkować spore ilości melatoniny w mózgu, czyli w miejscu gdzie jest najbardziej potrzebna.
Aż nie mogę uwierzyć, że historia o SM mogłaby być tak prosta. Na dzisiaj tak to wygląda.

niedziela, 24 maja 2015

Kilka luźnych myśli

Dwa główne mechanizmy SM przedstawione w ostanim poście pozwalają wyjaśnić wiele z tajemnic stwardnienia rozsianego.
Receptory jądrowe tworzą zwykle tzw. heterodimery - podwójne cząsteczki związane z hormonami, takimi jak m. in. receptory tarczycy czy witaminy D. Heterodimery, aby skutecznie oddziaływać muszą być połaczone z ligandami dla obu części składowych. Nic nie da połączenie witaminy D (liganda dla receptora witaminy D) z heterodimerem, jeżeli w organizmie nie będzie dostatecznej ilości liganda dla sparowanego receptora RXR (jego ligandem jest kwas 9-cis retinowy - powstaje w stałej ilosci ok.12% przy przemianie retinolu do kwasu retinowego). Taki niepełny heterodimer nie będzie w stanie regulować około 200 genów, które kontroluje. Podobnie sprawa ma się z hormonami tarczycy. Niewiele da faszerowanie organizmu witaminą D czy hormonami tarczycy, jeśli druga część heterodimeru nie znajdzie swojego liganda. Na rynku jest kwas 9-cis retinowy, wykorzystywany do leczenia egzemy skórnej. Kosztuje ponad 2000 zł za opakowanie (Toctino). Żeby wytworzyć znaczną jego ilość w organizmie niedużym kosztem należy wypić butelkę białego wina do dużej kolacji zawierające w składzie sporą ilość witaminy A (na mnie najlepiej działa hiszpańska paella).
*
Odpowiedź na temat przyczyn "epidemii" stwardnienia rozsianego w ostatnich latach prawdopodobnie wiąże się ze zmianami w odżywianiu. Tzw. zdrowe diety minimalizujące ilość spożywanych tłuszczów zwierzęcych, soli, kult "nawadniania" organizmu czystą źródlaną wodą działają napędzając liczbę zachorowań. 
Padamy ofiarą nieograniczonego dostępu do wody pitnej, do której przez setki tysięcy lat dostęp był ograniczony. Wypłukiwanie sodu z osocza jest ulubioną rozrywką współczesnego człowieka. Podobnie rzecz ma się z wynalezieniem ognia. Początkowo pieczone na nim było upolowane mięso, co dostarczało oksysteroli (ligand dla receptora LXR). Dzisiaj chude mięso gotuje się na parze. Warzywa jadane wcześniej na surowo dzisiaj gotuje się. W ten sposób dochodzi do wprowadzania do organizmu prekursorów witaminy A (karotenoidów), bez aktywacji w jelitach enzymu dehydrogenazy retinolu (nie dochodzi do fermentacji warzyw w jelitach z powodu ich ugotowanej formy). Podobnie przeprowadzka ze słonecznego południa i wynalezienie kremów-blokerów UV spowodowała niekorzystnie zwiększoną aktywność receptorów kwasu retinowego.
*
Wiadomą rzeczą jest, że najostrzejszy przebiego stwardnienie rozsiane ma u byłych sportowców i żołnierzy (znana jest epidemia SM wśród żołnierzy USA wracających z Iraku). W armii USA w gorącym Iraku nawadniadnianie organizmów było oczkiem w głowie dowódców. Woda mineralna pita była tam na rozkaz kilka razy dziennie (po pół litra). Uprawianie sportu wiąże się z dużą utratą wody z organizmu, uzupełnianą zazwyczaj wodą mineralną. Zamiast wody powinno im się podawać napoje izotoniczne - lepsze nawodnienie i utrzymanie poziomu elektrolitów (zwłaszcza sodu, którego w osoczu jest najwięcej). Przyzwyczajenie do picia dużej ilości wody wchodzi w krew (nomen omen) - wiem to po sobie.
*
Znane jest szkodliwe (i natychmiastowe) działanie stresu na organizmy osób z SM. Władza w ręce czy nogach jest momentalnie ograniczona.  Dopiero niedawno stwierdzono, że zadziałanie stresu powoduje natychmiastowy wyrzut wazopresyny z przysadki mózgowej. Noradrenalina wydzielana w tej samej sytuacji przez nadnercza ma korzystne działanie (sprawdziłem to farmaceutycznie na sobie). Wazopresyna działa na organizm poprzez wiązanie się ze swoimi receptorami V1, V2 i V3. Jeżeli uda się zablokować te receptory - działanie wazopresyny zostanie zniesione/ograniczone. Na rynku są leki - inhibitory receptorów wazopresyny. 
*
Wiele z leków mogących leczyć stwardnienie rozsiane jest jeszcze w badanich (zwykle nie dotyczących leczenia SM) lub są opatentowane (jak Toctino). Za kilka lat sytuacja się zmieni. 
*
Zdumiewające jest, że każdy może sam leczyć swój SM bardzo prostymi i tanimi sposobami zmieniając sposób odżywiania. Rezygnacja z glutenu (nadprzepuszczalność jelit), kieliszek alkoholu do obiadu (ale nie czerwonego wina!), ograniczenie spożycia żywności z witaminą A (beta karoten), rezygnacja z wody mineralnej na rzecz napojów o wiekszej osmolalności, zmniejszenie ilości napojów do 1,2 l dziennie, znaczne zwiększenie ilości spożywanej soli, nie rezygnowanie z pieczonego/smażonego mięsa (oxsysterole). Brzmi jak zaprzeczenie zdrowej diety, ale efekty mogą okazać się zdumiewające (jak w moim przyapdku).
*
Mimo, że "badaniami" nad SM zajmuję się dopiero trzy lata, widzę, że wiele z dzisiejszych zaleceń stosowałem intuicyjnie już wcześniej. Mój rezonans mózgu w porównaniu z tym sprzed 5 lat wykazał praktyczny brak nowych zmian zapalnych. Choruję dwadzieścia lat, a liczbę ognisk mam niepoliczalnie dużą. Mój stan fizyczny zmienił się na lepsze.
*
Leki, które w badaniach nad mysim SM okazały się cofać chorobę, należą do dwóch grup: zmniejszających wydzielanie wazopresyny oraz będących różnymi ligandami receptorów jądrowych.

sobota, 23 maja 2015

Dwa koła zamachowe stwardnienia rozsianego

Dużo czasu minęło od poprzedniego posta - przepraszam stałych czytelników. Mam nadzieję, że tego czasu nie zmarnowałem. 
Nieprawidłowości związane z przemianą witaminy A w organizmach osób chorych na SM (i inne autoimmunologiczne) i badania jakie znalazłem na ten temat doprowadziły mnie do wniosku, że głównym kołem zamachowym chorób autoimmunologicznych są nieprawidłowości w działaniu receptorów jądrowych (RAR, ROR, RXR,LXR, PPAR-Gamma, PPAR-Alpha). Receptory te są powiązane między sobą siecią oddziaływań. Mimio, że mają one różne ligandy (czyli chemiczne wtyczki), na czoło wysuwa się kwas retinowy, czyli metabolit retinolu (witaminy A). Paradoksalny skutek pochłaniania wysokich dawek witaminy A powoduje zbyt niską przemianę retinolu do kwasu retinowego i zbyt słabe jego oddziaływanie na receptory jądrowe. W doświadczeniach nad stwardnieniem rozsianym podawanie każdego potencjalnego liganda (kwas retinowy, kwas 9-cis retinowy, oksysterole i inne) któregokolwiek z tych receptorów powodowało uruchomienie remielinizacji neuronów. Większość tych ligandów to związki niedostępne w normalnym obrocie handlowym, chcoiaż nie wszystkie. Przykładem są ligandy receptora wątrobowego LXR - oksysterole - utlenione pochodne cholesterolu. Po ludzku mówiąc jest to przypalony tłuszcz zwierzęcy. Podsumowując - za brak remielinizacji odpowiada w SM prawdopodobnie problem ze zbyt pobudzonymi receptorami jądrowymi w stosunku do dostępnych w organizmie ligandów.
Wyjaśnił się jak sądzę problem związku SM (i innych auto-) ze słońcem. Okazuje się, że promieniowanie UV powoduje spadek czułości receptorów kwasu retinowego (RAR), czyli maleje "autoimmunologiczność" SM. Podsumowując - przeprowadzka chorego na południe ma sens w każdym wieku. O receptorach jądrowych jeszcze będę pisał.
Moje poszukiwania wskazują, że istnieje drugie koło zamachowe SM, konieczne do zaistnienia choroby. Nie wiem czy pamiętacie, ale przedstawiałem kilka postów wstecz wieloletnie badanie nad kilkuset tysiacami ludzi pod kątem zapadalności na różne nowotwory. Wyniki tego ankietowego badania zostały wykorzystane do określenia związku między żywieniem, a zapadalnością na SM (niektórzy badani złapali SM). Najdziwniejszym wnioskiem był ten, który łączył SM z piciem wody mineralnej. Osoby, które piły ją regularnie, częściej zapadały na stwardnienie rozsiane. Inne badanie wskazywało na gromadzenie sodu w mózgach osób z SM i proporcjonalną do zawartości sodu niesprawność. Po nitce do kłębka. Dzisiaj mogę z wysokim prawdopodobieństwem stwierdzić, że drugim kołem zamachowym są nieprawidłowości w działaniu gospodarki wodno-sodowej organizmów z SM. Organizm reguluje stan nawodnienia wydzielając hormon antydiuretyczny - wazopresynę (AVP). Obniżenie ilości krwi w łożysku naczyniowym (odwodnienie), wzrost osmolalności osocza (gęstości) powoduje zwiększanie wydzielania wazopresyny. CO ciekawe dzieje się tak również przy zadziałaniu czynnika stresu. Wydzielanie wazopresyny uruchamia szereg nieciekawych zdarzeń w organizmie, w tym aktywację śródbłonkowych kanałów sodowych (ENaC) przewodzących sód do komórek na których się znajdują (w wypadku SM istotne są mózgowe  astrocyty włókniste wyposażone w receptory ENaC). Rozumując logicznie można wyciągnąć wniosek, że picie dużych ilości wody powinno zahamować wydzielanie wazopresyny i zahamować aktywację kanałów ENaC. Niestety nie zawsze tak jest. Działanie wazopresyny polega na pozyskiwaniu wody z pęcherza moczowego (najpierw do pęcherza przedostaje się woda z kwasem moczowym, sodem i całą resztą) bez sodu i całej reszty. Dalsze picie wody powoduje dalsze wypłukanie sodu z osocza i powrót czystej wody z nerek. W efekcie dochodzi do tzw. hiponatremii (zbyt niskiej zawartości sodu w osoczu) skutkującej m.in. aktywacją kanałów sodowych ENaC. Astrocyty włókniste mózgu stają się przeładowane sodem, a poziom sodu w osoczu jest zbyt niski. Prawdopodobnie wskutek działania sodu przez ENaCs dochodzi też do patologicznej aktywacji astrocytów i wydzielania przez nie róznych cytokin prozaplnych i tlenku azotu oddziałujących na mielinę neuronów.
Najciekawsze dla mnie jest to, że wazopresyna działa naczynioskurczowo i uwalnia endotelinę-1 ze śródbłonka naczyniowego (najsilniej kurczy naczynia krwionośne), a niski poziom sodu we krwi hamuje aktywność receptora endoteliny B (rozszerzającego naczynia). Pamiętacie moją teorię SM? Syndrom Waardenburga skutkuje zahamowaniem aktywności receptora endoteliny B. Podobny efekt mają toksyny e. coli shiga oraz rycyna. Wychodzi na to, że trafiłem celnie.
Co z tym wszystkim zrobić? Postępować jak w SIADH, czyli syndromie nieprawidłowego uwalniania hormonu antydiuretycznego, czyli:
- ograniczyć ilość płynów do 1,2-1,5 l dziennie 
- pić wyłącznie płyny o wysokiej osmolalności (soki, herbata z sokiem), czyli nie wodę (chyba, że posolona)
- zwiększyć spożycie soli
- pić napoje izotoniczne
Istnieją też leki, które obecnie testuję. Napiszę o nich jak sprawdzę na sobie.
Wyjaśnia się chyba też tajemnica krótkiej skuteczności zabiegów CCSVI. Po zabiegu chorzy dostają kroplówkę - roztwór Ringera, którego głównym składnikiem jest sód. Starcza na 3 dni euforii. Jeśli ktoś ma dostęp - polecam.
Najciekawsze jest to, że nadmiar wazopresyny prowadzi do demielinizacji bez potrzeby istnienia żadnych limfocytów ani innych paskudztw.

wtorek, 17 lutego 2015

Dlaczego witamina A szkodzi na stwardnienie rozsiane?

Wnioski z moich testów dietetyczno-farmakologiczno-naukowobadawczych nad rolą witaminy A w stwardnieniu rozsianym są jednoznaczne. Dla zahamowania postępów choroby konieczne jest utrzymywanie niskiego poziomu retinoidów (czyli właśnie witaminy A) w organizmie.  Na początek dwie mapki do pooglądania. Nie wyciągałem na ich podstawie żadnych wniosków, ale wydają się potwierdzać wyniki moich badań.
Mapa pierwsza pokazuje zachorowania na SM  na świecie. Kolor czerwony i fioletowy to miejsca o wysokim ryzyku zachorowania, a kolor żółty i beżowy o niskim ryzyku. Niskie ryzyko złapania choroby obejmuje obszar całej Afryki, Ameryki Środkowej i północnej części Ameryki Południowej oraz całej południowej części Azji.


Druga mapka (poniżej) pokazuje niedobór witaminy A u dzieci poniżej piątego roku życia na mapie świata. Bardzo wysoki poziom awitaminozy A występuje w całej Afryce, w Ameryce Środkowej i północnej części Ameryki Południowej oraz całej południowej części Azji.


Jak być może zauważyliście, moje opisy przy obu mapkach są identyczne.Dokłądnie tam gdzie deficyt witaminy A, tam najmniej osób chorujących na stwardnienie rozsiane.
Jaki wpływ może mieć związek witamina A ze stwardnieniem rozsianym? Okazuje się, że bardzo bezpośredni. Astrocyty, stanowiące zaplecze logistyczne neuronów w mózgu, między wieloma innymi funkcjami, przetwarzają retinol w kwas retinowy za pomocą enzymu RALDH (dehydrogenaza retinaldehydu). Kwas retinowy w mózgu promuje nasilenie procesu remielinizacji neuronów. Zostało to wykazane w badaniach. Do produkcji kwasu retinowego przez astrocyty konieczna jest dostatecznie wysoka aktywność RALDH. Niestety aktywność ta jest odwrotnie proporcjonalna do ogólnego poziomu retinoidów w organizmie. Inaczej mówiąc, im większe zasoby witaminy A w organizmie tym niższa wydajność RALDH i tym mniej kwasu retinowego w mózgu. Im mniej kwasu retinowego w mózgu tym słabsza remielinizacja neuronów. Znając zasady działania procesów w organizmie, można założyć, że jeśli astrocyty nie działają w danym momencie neuro-ochronnie, podejmują działalność przeciwną, czyli nakręcają procesy zapalne. Jeszcze tego nie doczytałem, ale stawiam dolary przeciwko orzechom, że tak jest.
Pośrednio wyjaśnia się tajemnica, dlaczego zarażenie pasożytami jelitowymi łagodzi proces chorobowy w stwardnieniu rozsianym. Badania pokazały, że w jelitach dochodzi wtedy do wysokiej produkcji kwasu retinowego (jedyną drogą jego produkcji jest zwiększenie aktywności RALDH, więc pasożyty muszą pobudzać ekspresję RALDH).
Podam Wam teraz, czego nie powinniście jeść w ogóle:
- wątroba zwierzęca i podroby(wszystkie rodzaje)
- tran
- marchewka
- papryka
- szpinak
- szczaw
- sery żółte
- brokuły
- przecier pomidorowy i sosy pomidorowe
- zupy pomidorowe, warzywne, rosół i inne
Powinniście ograniczyć spożycie następujących:
- jajka
- masło i margaryna
- sery białe i mleko
- sałata
- pomidory
Dodając do tego zakazu produkty zbożowe (gluten zwiększający przepuszczalność jelit  -chleb, pizza, ciasta, itp.) okazuje się, że niewiele pozostaje do zjedzenia. Listę tę należy zwiększyć o produkty zawierające puryny, czyli wszystkie zupy na wywarach mięsnych.
Zawsze, kiedy się człowiek zapomni i podje czegoś z tej zakazanej listy, można wypić butelkę wina i zwiększyć tym ekspresję RALDH, co spowoduje przerobienie retionolu do kwasu retinowego i przy okazji zatkanie kilku dziur w mózgu.


sobota, 17 stycznia 2015

Dalsze losy witaminy A

Jak pisałem w poprzednim wpisie, witamina A w organizmie jest przerabiana na retinol (np.z beta-karotenu), a następnie częściowo na kwas retinowy (przy pomocy enzymów - dehydrogenaz alkoholowych). Nadwyżka kwasu retinowego (ok.15%) ulega przemianie m.in. do kwasu 9-cis retinowego. Retinol ma właściwości prozapalne, a oba kwasy retinowe - przeciwzapalne. Kwas retinowy oddziałuje na receptory jądrowe RAR (retinoic acid receptor), a kwas 9-cis retinowy na receptory RAR oraz RXR (retinoid X receptor), co jest dosyć istotne dla wytypowania potencjalnego leku na stwardnienie rozsiane.
Działanie receptorów jądrowych to bardzo ciekawy mechanizm regulujący wydzielanie wielu enzymów/hormonów. Wygląda to tak: receptor RXR w stanie bez obecności kwasu retinowego (bez liganda), wiąże się z jednym z hormonów związanym wcześniej z enzymem go unieczynniającym. Po pojawieniu się cząsteczki kwasu retinowego w sąsiedztwie receptor RXR przyłącza go, co powoduje odrzucenie enzymu unieczynniającego związany uprzednio hormon i przyłączenie enzymu aktywującego ten hormon, co w efekcie powoduje aktywację (lub deaktywację) odpowiednich genów sterowanych przez ten hormon. Hormonów wiązanych przez receptory RXR i RAR jest wiele, a cząsteczka nimi sterująca jest tylko jedna - kwas retinowy (lub 9-cis retinowy). Receptor RXR ma o wiele szersze działanie niż RAR (wiąże więcej hormonów), co powoduje, że działanie kwasu 9-cis retinowego jest dużo szersze (reguluje więcej procesów w organizmie).
Enzymami uruchamianymi tą drogą jest wiele interesujących nas w stwardnieniu rozsianym substancji: witamina D, hormony tarczycy, estrogeny, endorfiny i inne. Praktycznie wszystkie te enzymy są zaburzone w organizmach osób z SM.
Szczególnie ważne wydaje się tworzenie przez RXRalfa heterodimeru z innym receptorem jądrowym PPARalfa. Działanie tego zestawu jest konieczne dla prawidłowej przemiany kwasów tłuszczowych, która w organizmach osób z SM jest silnie zaburzona. Jak już wyżej wspomniałem, ligandem dla RXR jest kwas 9-cis retinowy. Ligandem dla PPARalfa są kwasy tłuszczowe krążące w organizmie. Z niewiadomych przyczyn system ten nie działa wydajnie u chorych z SM. Na szczęście stworzono syntetyczne substancje aktywujące PPARalfa. Jest to grupa leków o nazwie fibraty (np. Fenofibrat).
Stosowane są do obniżania poziomu trójglicerydów i poprawiania odpowiednich frakcji cholesterolu w organizmie. 
Najciekawsze jest to, że PPARalfa reguluje odpowiedź immunologiczną organizmu i po związaniu z ligandem (np. z lekiem z grupy fibratów) łagodzi jej profil promując wytwarzanie substancji przeciwzapalnych i hamując zapalnych (praktycznie wszystkich istotnych w SM). Fenofibrat w połączeniu z kwasem 9-cis retinowym dał świetne wyniki w leczeniu SM u myszy. Cofał objawy choroby i przywracał remielinizację neuronów.
Od kilku dni testuję działanie kwasu retinowego na sobie (niestety nie 9-cis retinowego). Od dzisiaj dołączyłem Fenofibrat. Wydałem łącznie 111 złotych. O wynikach poinformuję.


środa, 7 stycznia 2015

Witamina A, alkohol i bardzo banalna przyczyna stwardnienia rozsianego i chorób autoimmunologicznych


"Jak wiele musi się zmienić, żeby wszystko zostało po staremu" to moje ulubione powiedzenie. W tym wypadku powinno brzmieć "Jak głęboko trzeba zajrzeć, żeby zobaczyć to co jest tuż pod powierzchnią". Ponad dwa lata intensywnych poszukiwań w roli detektywa naukowego, tysiące przeczytanych artykułów naukowych i obserwacja własnego organizmu (stwardnienie rozsiane od 19 lat) doprowadziły mnie do jednego wniosku o głównym "uszkodzonym" mechanizmie u osób chorujących na choroby autoimmunologiczne (przy okazji wyjaśnia się podłoże skłonności do picia alkoholu).
Mimo, że opisany tutaj mechanizm nie jest najprawdopodobniej pierwotnym w całej kaskadzie procesów zachodzących u osób z chorobami autoimmunologicznymi/ ze stwardnieniem rozsianym (dalej będę używał skrótu SM), wygląda na najważniejszy i powodujący większość, jeśli nie wszystkie problemy zdrowotne uruchamiając szereg kaskadowych, nieprawidlowo przebiegających reakcji organizmu. Będę używał skrótu dotyczącego stwardnienia rozsianego (SM), ponieważ w odniesieniu do tej choroby prowadziłem naukowe poszukiwania, ale dużo badań wskazuje, że można rozciągnąć tę teorię na wszystkie choroby autoimmunologiczne.
Główny problem w SM polega na nieprawidłowym przetwarzaniu (metabolizmie) witaminy A. Witamina A, dostarczana do organizmu wraz z pożywieniem (głównie beta-karoten będący pro-witaminą A) i wchłaniana przy pomocy cynku i tłuszczów podlega przemianie na kilka składników. Oczywiście działa tutaj zasada zachowania równowagi w organizmie, tzn. powstają z niej różne pochodne substancje, mające mniej więcej przeciwstawne działanie. Z roślinnego beta-karotenu (i kilku innych karotenoidów) powstaje dzięki enzymowi dioksydazie beta-karotenowej retinal (ma formę chemiczną aldehydu), z palmitynianu retinolu obecnego w produktach pochodzenia zwierzęcego powstaje retinol (ma postać alkoholu). W prawidłowo działającym organizmie część retinolu jest w dwóch kolejnych reakcjach przetwarzana najpierw do formy retinalu (aldehydu) dzięki enzymowi dehydrogenazy retinolowej (Rdh10), a następnie do postaci kwasu retinowego dzięki działaniu enzymów dehydrogenazy retinaldehydowej (RALHD1, RALHD2, RALHD3). Do niedawna za aktywny biochemicznie czynnik w organizmie uznawano tylko kwas retinowy. Okazało się w ostatnich latach, że retinol uznawany dotąd jedynie za nieczynną formę witaminy ma własną, odrębną aktywność hormonalną. Łączy się z białkiem wiążącym retinol (RBP) i uruchamia ważną kaskadę biochemiczną RBP-retinol / STRA6 / JAK2 / STAT5 aktywującą szereg zdarzeń biochemicznych: bezpośrednią i pośrednią aktywację i dezaktywację wielu dziesiątek genów. Między innymi bezpośrednio aktywuje gen SOCS3, który z kolei dezaktywuje gen IGFR-1 (receptor insulino-podobnego czynnika wzrostu 1) i aktywuje gen PPAR-gamma. Oba geny właśnie taką aktywność wykazały w badaniach nad specyfiką genów w SM. Wzbudzony SOCS3 wpływa na zmniejszenie sygnalizacji insuliny (insulinooporność) w tkankach, typową dla SM.
Inny nieprawidłowo funkcjonujący w SM gen - Receptor Estrogenu Alfa (ER-alfa) - nieprawidłowo działający w SM - odpowiada za obniżanie wydajności dehydrogenazy retinolu RALDH1 przerabiającej aldehyd retinolu na kwas retinowy.
W efekcie mamy do czynienia ze zwiększoną aktywnością retinolu i obniżoną aktywnością kwasu retinowego i jego pochodnego kwasu 9-cis retinowego, co powoduje procesy zaskakująco podobne do tych przebiegających w SM. Szczegółowym tego opisem zajmę się w kolejnych postach. Tutaj tylko wspomnę, że kwas retinowy (a także kwas 9-cis retinowy) powodował remielinizację u myszy z EAE (forma SM). Na szczęście istnieje na rynku lek będący pochodną kwasu retinowego (izotretynoina) stosowany do leczenia ciężkich postaci trądziku. Kwas retinowy gra główną rolę w rozwoju płodowym. W związku z tym jego stosowanie przez kobiety w wieku rozrodczym wymaga ścisłej i skutecznej antykoncepcji. Miejmy nadzieję, że lek będzie kiedyś stosowany w leczeniu SM. Podobnie sprawy się mają w przypadku droższego jeszcze leku Toctino (stosowany w ciężkiej egzemie), będącego przetworzoną formą kwasu retinowego (do 9-cis kwas retinowego).
A co ma do tego alkohol? Otóż po wypiciu alkoholu aktywowana zostaje dehydrogenaza alkoholowa, która poza przemianą etanolu powoduje też zamianę retinolu w kwas retinowy. Oto najprostszy z możliwych związek picia alkoholu z SM. Alkohol nadrabia braki powodowane przez niedostatecznie działający system metabolizmu witaminy A i przetwarza ją z niekorzystnego (w SM) retinolu w korzystny kwas retinowy. Prawdopodobnie w przypadku niektórych nowotworów jest dokładnie odwrotny rozkład korzyści.
Co więc robić - czy należy jeść marchewkę (beta karoten) na obiad? Tylko pod warunkiem, że popijemy ją kieliszkiem białego wina (czerwone szkodzi w SM). I czekać, aż lek roaccutane na pryszcze na twarzy (są tańsze leki generyczne na rynku) i lek Toctino na skórną egzemę zostanie  przebadany pod kątem leczenia SM na ludziach (na myszach z SM/EAE to działa).
Wszystko jest trudne nim stanie się proste ;).

P.S. Czynnikiem odróżniającym SM od innych chorób autoimmunologicznych jest problem zaburzonego krążenia krwi w mózgu przedstawiony w poprzednich postach. Tutaj wskazałem tylko wspólną część charakterystyczną dla większości chorób autoimmunologicznych. Są na rynku leki i na to.

niedziela, 14 grudnia 2014

Dlaczego witamina D "ze słońca" różni się od tabletki witaminy D?

W uzupełnieniu do ostatniego posta i zamieszczonego pod nim komentarza, warto poruszyć kolejną kwestię. W zasadzie mamy dwie metody wprowadzenia witaminy D do organizmu - połknięcie tabletki, lub przyjęcie promieni słonecznych na nagą skórę. Zależnie od karnacji dziennie wystarczy od kilkunastu minut do kilku godzin w koszulce bez długich rękawów (T-shirt) spędzonych na słońcu w celu zapewnienia dziennej dawki witaminy. 
Farmacja potrafi produkować tylko jeden rodzaj witaminy D (oznaczony jako D3). W organizmie ludzkim powstaje osiem odmian tej witaminy. Podobno nie ma różnic w działaniu poszczególnych typów, więc być może akurat ten fakt nie ma większego znaczenia.
Organizm ludzki wypracował w toku ewolucji pewne mechanizmy ochronne, pozwalające zachować równowagę (homeostazę) w organizmie. Polega to na tym, że kiedy wskutek jakiegoś czynnika (np.ćwiczenia fizyczne) dochodzi do rozpoczęcia pewnych przemian biochemicznych w organizmie (zwiększenie produkcji tlenku azotu przez śródbłonek naczyniowy - naczyniorozszerzającego), równocześnie rozpoczyna się proces odwrotny (w naszym przypadku produkcja naczynioskurczowej endoteliny wskutek oddziaływania tlenku azotu). Dzięki temu po pewnym czasie organizm powraca do stanu wyjściowego, czyli homeostazy.
W przypadku wprowadzania z zewnątrz do organizmu substancji podobnej do działającej w organizmie zwykle dochodzi do zaburzenia tej równowagi. Nie dochodzi do uruchomienia mechanizmów kompensujących. Tak się prawdopodobnie dzieje z witaminą D przyjmowaną w tabletkach. Proces opalania na słońcu, który uruchamia syntezę witaminy D w organizmie, jednocześnie uruchamia syntezę szlaku proopiomelanokortyny (która moim zdaniem jest mechanizmem kompensacyjnym do syntezy witaminy D). Dochodzi do produkcji ważnych hormonów - melanotropin, endorfin, lipotropin i hormonu adenokortykotropowego. Hormon msh-alfa doprowadza w efekcie m.in. do powstania efektu opalenizny poprzez oddziaływanie na receptor melanokortyny 1 (MC1R). Sama opalenizna jest akurat chyba w naszym przypadku najmniej istotna, chociaż powoduje w kolejnych dniach opalania zmniejszenie syntezy witaminy D (nasza karnacja ciemnieje).
Czy te procesy są ze sobą powiązane? Warto zauważyć, że niski poziom witaminy D u chorych na choroby autoimmunologiczne towarzyszy niskiemu poziomowi endorfin i hormonu msh-alfa (u połowy osób z SM msh-alfa jest w ogóle niewykrywalny).
Tak więc moim zdaniem, jeśli witamina D, to ta ze słońca, a nie tabletki. Poza tym nie da się jej przedawkować opalając (nadmiar jest rozkładany w organizmie). Tym niemniej sądzę, że witamina D przyczynia się raczej do rozwoju choroby niż jej skutecznego leczenia.